Wierszem piszę

Wierszem piszę,
gdy sama jestem w domu,
gdy za oknem zgiełk,
a ja nie mam komu
powiedzieć o swych myślach
i swoich marzeniach.
Lecz po co marzenia
skoro świat się sam zmienia
i trudno cokolwiek przewidzieć.
Dlatego wierszem piszę,
ażeby smutków nie widzieć.





Niebiańska hojność

Bóg dał nam miłość za darmo.
Nie chciał jej chować w kościołach.
Pragnął by stała się karmą
w rozpaczy, w smutkach, w mozołach.
Dlatego w życiu potrzeba
cierpliwie nosić ją przed sobą,
nie czekać na łaskę z nieba
bo ludzie też pomóc mogą.

Zaglądaj więc w głąb każdej duszy,
płomieniem uczuć ogrzewaj,
a gdy już lody rozkruszysz
Bogu dziękczynnie zaśpiewaj





Co by to było

Stale ogrzewam się wspomnieniami
doznań, uniesień, uroczych pejzaży.
Wtedy znanymi wędruję szlakami,
w których są miejsca,
gdzie można pomarzyć
co by to było,
gdyby się inaczej życie potoczyło.

Lecz inną drogą na jawie wędruję
i na niej inne koloryty losu.
Jak na blejtramie myślami maluję
barwy jesieni z krzewinkami wrzosów
wraz z tym, co było
i co bardzo wiele tu, dla mnie znaczyło





Muzyka życia

Los śpiewa fugę w rozlicznych odcieniach,
która się stara swe dźwięki zamieniać
z tego co było, na to czego nie ma,
tworząc kontrapunkt pomiędzy dwiema
imitacjami intryg i waśni.

W tej polifonii głos cichnie i gaśnie,
choć w wokalizie siedzą wady nasze,
by stale dźwięczeć.
Lecz zdarza się czasem,
że coś zapomną i zaraz się śmieją.
Wtedy tonacje w harmonii się chwieją
i tworzą dźwięki bezsprzecznie pocieszne..


Na strunach skrzypiec też uczynki grzeszne,
szczególnie, gdy dotkną sfery niewinnej.
Ale po latach stają się już inne,
choć wciąż sękate, jak sztachety z płota.
Tu każda sztacheta to nasza głupota,
która powoli wiedzie do przyszłości

Spozieram w górę, gdzie ogrom jasności
i szczerze pragnę dotrzeć do niej wreszcie.
Ale czy spotkam tam przyjaźń nareszcie?





Pragnienie

Nie chcę by starość moja była smutna,
ani podobna do choroby duszy,
gdzie towarzyszką - samotność okrutna,
wszystkie uczucia potrafi zagłuszyć.

Nie pragnę w szponach być obojętności,
lecz uniesienia stale przeżywać.
W pełnej palecie kolorów radości
podniosłych uczuć przed nikim nie skrywać.

Marzę, by co dzień móc do kogoś mówić
i stale słyszeć tylko ciepłe słowa
oraz się przy tym w ogóle nie trudzić,
ot - taka zwykła, swobodna rozmowa.

Lecz wiem, że starość będzie, jaka będzie
i nic nie zmieni tego przeznaczenia.
Ale najbardziej pragnę, aby wszędzie
słyszeć "dzień dobry", a nie "do widzenia





Zauroczenie

Jaka to pora była? Chyba wiosna.
Świat do życia budziła pora radosna
Kolorowieć zaczęły wszystkie gazony.
W niebo brzozy śmignęły - raj nieskończony

Urzeczonym wzrokiem wodziłam po niebie.
Ptasie dźwięki łowiłam tylko dla ciebie,
i świtem się słońcu chciałam przymilić
marząc byśmy wspólnie, jak najdłużej żyli.





Majowy koncert

Słyszysz? - w dali słowik śpiewa,
a pieśń jego głuszą drzewa
przez co dźwięki coraz cichsze
zamieniają wyrazistsze
w kojące tremolo....

Wiedz, że w maju, jasną nocą
słowik śpiewa z większą mocą.
Wtedy słychać przejmujące
długie tony, przechodzące
w urzekające crescendo...

Właśnie nocą ta muzyka
najgłębiej do serca wnika,
bo dniem, w ptasich westchnieniach,
śpiew słowika się zamienia
w monotonne recitativo....

Słyszysz? - on gdzieś znowu śpiewa,
już jest bliżej i zza drzewa
kusi swą oblubienicę
dając czuła obietnicę
w upajającym concerto....





"mała czarna"

To było olśnienie, lecz się zawahała..
On się uśmiechnął i nie skorzystała.
Teraz sobie wyrzuca tamto zachowanie.
Czy jeszcze kiedyś znów szansę dostanie?

Nigdy nie wierzyła w zauroczenie,
które może powstać wraz z pierwszym wrażeniem,
bo nigdy w czyichś oczach blasku nie dostrzegła,
by odczuć taką siłę, z którą by pobiegła nawet
na koniec świata.
Podszedł i spojrzał ciepłym wzrokiem brata
prosząc : wypijmy "małą czarną" razem.
Rzekła NIE, gdyż w tym kawiarnianym gwarze
nie umiała uwierzyć, wprost spanikowała
i z tym wspomnieniem sama pozostała.

A teraz wszyscy ludzie tamte oczy mają,
które nawet w lustrze na nią spoglądają





Ciche wyznanie

Jesteś taka inna,
niby brzoza wiotka,
taka cudna, słodka,
jak wiewiórka zwinna,
Jesteś całkiem inna.

Oczy Twe, jak morza
jasna toń u brzegu.
chronią ode złego
pięknej niżby zorza.
piękną tonią morza
Wybacz za me słowa,,,
Inne miałam chęci.
Inne mi wspomnienia
biegały w pamięci.
Bo ja także jestem
jakaś, taka inna,
czasami winna
lecz częściej niewinna.





Uśmiech

Chciałabym uśmiech podać ci na dłoni
i niechaj ona twe dłonie dogoni,
a wtedy może uśmiechniesz się do mnie,
chociażby skromnie.

Chciałabym uśmiech posłać ci w kopercie,
ale on wtedy gdzieś znajdzie się stercie
i pewnie zaraz stanie się płaski,
jak rzeczne piaski.

Chciałabym uśmiech ujrzeć na twej twarzy,
a przy tym jeszcze choć trochę pomarzyć,
że twoje serce uśmiecha się także
w ogromnym kadrze.

Chciałabym uśmiech twój dostrzec na róży,
ale on zginie w tak długiej podróży
i zanim dotrze tu, na świata koniec,
w mych łzach utonie.





Myśli pachnące

Dla ciebie zdjęłam promienie,
choć miejsce ich na błękicie
i teraz każdy zamienię
w kropelkę rosy o świcie

Tobie bym pyłki z kwiatów
co dnia z uśmiechem wręczała
jak to robiłam przed laty,
gdy szczęścia wyczekiwałam.

Tymczasem rzadko koło mnie
promienie rozsyła słońce
i również rzadko ktoś do mnie
przysyła myśli pachnące.





Biblijny świerszcz
"sopotniański"


Grecka Bogini - cudna Jutrzenka
o nieśmiertelność Bogów. błagała,
albowiem swoje niewinne wdzięki
na zawsze z lubym połączyć chciała.
To dzięki Bogom stał się Tytanos
wiecznie żyjącą, ludzką istotą
Lecz z biegiem czasu życie mu pono
tonęło w smutkach wraz ze zgryzotą.
W błaganiach lubej zabrakło słowa,
by w wiecznym życiu był młodym wiecznie,
toteż się starzał, aż się zlitował
Zeus - zmieniając go ostatecznie

Teraz jest świerszczem. Lecz który wieczny?
Czy to ten wielki na mojej łące?
Czy może tamten w aurze bajecznej
grający tony za serce rwące?
Koncert zaczyna z zachodem słońca,
w którym jest pełno wzlotów miłosnych
i by muzyka nie miała końca
wygrywa wiele tonów doniosłych.
Dlatego świerszcze otaczaj troską
i bądź w muzykę tę zasłuchana,
prosząc by na nas spadł z siła boską
majestat z nieba,
z Jutrzenką, z rana.





Przy dźwiękach walca

Utopię marzenia w sobie
i pewnie je kiedyś opowiem
wyłącznie przy dźwiękach walca.
Uniosę się wtedy na palcach
wtulona czule w objęcia
wymarzonego księcia.

I zmrużę oczy przed blaskiem
chcąc przyszłość zobaczyć jaśniej
tylko w rozsądnym wymiarze.
Zapragnę dostrzec tam twarze,
co w różnych życia odsłonach
umiały me smutki pokonać.

A o północy w karecie
z wybrańcem w wielkim berecie
pogonię dwa białe konie.
Wtedy swe myśli dogonię
w odległej krainie walca,
by tam zatańczyć na palcach.





Nostalgia

Wszystko tu kiedyś było
i była wielka miłość
w perlistych blaskach rosy
otulających wrzosy
świtem na skraju lasu...
- żal minionego czasu.

Wszystko tu kiedyś było
i wszystko odchodziło
- młodość, zdrowie, nadzieje,
a w koło już nikt się nie śmieje,
zaś w dali całun z atłasu...
- żal minionego czasu





Jesienna refleksja

Jednym jest szkoda lata,
a mnie jesiennych wspomnień,
które wracają do mnie
budząc tęsknotę, żal.
Czasami w myślach dodam
obraz widoków, wzniesień,
Równicę w złotą jesień,
wiele zielonych hal

Innym jest szkoda chwili ,
mnie czasu, co ucieka,
co płynie niczym rzeka
w zakolach gubiąc się.
Pragnę być znowu młoda,
ale czas nie chce wracać,
więc marząc się zatracam,
aby tam spotkać cię





Spragniona

Wcale o wiele nie proszę,.
o słowo, o uśmiech z oddali
To są już dla mnie rozkosze,
jak kołysanie na fali
łódki, która nie tonie.

Wyciągam przed siebie dłonie
by wreszcie nie być sama.
Spozieram ku obłokom
i kto? - i znowu Mama
przygląda się moim krokom,
a ja tu życiem zmęczona…
- Jej uczuć bardzo spragniona.





Był sobie Idol

pamięci Zbigniewa Cybulskiego

Pamiętasz , Starenia - tak stale mówiłeś
i zawsze w oczy głęboko patrzyłeś
wnikając w czas i w jego problemy.
Potem grywałeś swe role bez tremy
wiedząc dokładnie, że jesteś Jedyny.
A na widowni wpatrzone dziewczyny
pragnęły znaleźć objęcia z diamentu
pośród popiołów historii zakrętów.

Wielbiłeś dysputy, biesiady i żarty,
często w "Monopolu" rozgrywałeś karty
Maćka i tych, co niedawno polegli,
albo, co właśnie znów na peron wbiegli,
by w porę uciec od samotności.

Lecz nie zdążyłeś - i nie masz już gości,
którzy z uwielbieniem Cię witali
w każdej kinowej sali..





Szczęśliwa pamięć.

Szczęśliwym jest człowiek,
który liczy swój dom w pokoleniach.
Szczęśliwym też dom,
który nie musiał się zmieniać
w wojnach, w śmierciach i w rozstaniach,
podczas narodzin i dorastania
tych, którzy w nim żyli
i go tworzyli.
Szczęśliwym jest starzec,
co żyje w miłości
otoczony szacunkiem bez cienia zazdrości.
Szczęśliwa też pamięć,
gdy jest bogata w myśli i słowa,
w miesiące i lata
pragnąc z odchodzącym życiem
z innymi się dzielić...

- oby tylko chcieli





Wystarczy spojrzeć...

Namalowałam Ci kolor nieba
abyś się szybko do niego wzbiła
i jeszcze szybciej uwierzyła,
że wcale wysoko nie trzeba
szukać dla siebie ukojenia,
by tam odnaleźć swoje w marzenia .

Nie chciej być orłem, zostań na ziemi.
Tu też zobaczysz księżyc i słońce.
Ciesz się porankiem, a między swymi,
spłynie na ciebie tchnienie gorące.
Bo jednak coś tu przecież znaczysz.
- spójrz więc za siebie, sama zobaczysz





Żyję

Trzask! Zgrzyt! - Czy ja żyję ?
W dali słyszę głosy czyjeś.
Jakieś słowa i pomruki
W głowie gwizd, a w uszach stuki....

Co tu się właściwie stało?
"Pogotowie" przyjechało?
I dlaczego chłód listopadowy
przenika mnie od stóp do głowy?

Już wiem... wreszcie powiedzieli...
A wieczorem w szpitalnej pościeli
słyszę, jak głośno serce moje bije.
To nic, że bardzo boli
- żyję





codzienność nocna

Noc.
Wszyscy śpią.
Ja nie śpię.
W ciemnościach, w ciszy
oddech swój słyszę...
Jak długo jeszcze?
Znów ból mnie rozdziera,
pot z czoła ocieram,
a strachem napawa
za oknem cień.
Tętno tłucze się w skroniach.
chcę ujarzmić go w dłoniach,
bym mogła bez bólu przeżyć
choć jedną noc
i jeden dzień.





Mglisty poranek

Nie przeszkadzam, nie nacieram,
właśnie wstaję i wybieram
się w poranne "mleko".
Pójdę zaraz gdzieś daleko
patrząc za się i przed siebie...
Dokąd zajdę? - nie wiem.

Chciałabym w słoneczne kraje,
tam, gdzie oliwkowe gaje,
nawet mogą być Pieniny,
morskie plaże, lub równiny,
i za miedzą skrawek nieba.
- tyle mi do szczęścia trzeba





Gdzie jesteś

Gdzie jesteś Niebieskooki?
W domu, czy też w świecie szerokim?
Czy może nad brzegiem wieczora?
Lub stąpasz po rozległych dworach
szukając wydarzeń z przeszłości ?
Było tam kiedyś wielu zacnych gości
szlachetnych i odważnych nad miarę...
A ja, samotnie przechadzam się stale
na obrzeżach mojej wyobraźni
aż po świt, chcąc by drogę rozjaśnił
dzień, który niesie z sobą zapomnienie...
- tęskno mi szalenie





Dziwne pragnienia

Pragnę powiedzieć wiele słów ciepłych ,
gdyż marzę aby one odwlekły
dni pełne smutku i pustki wielkiej.
Ale nie powiem. Na przekór wszelkiej
zmienności myśli, słów i nastrojów
szukam spokoju.

Pragnę powiedzieć wiele słów miłych,
aby wyrazić w nich z całej siły,
że wciąż koło mnie jest bardzo pusto.
Ale nie powiem - na przekór gustom
nie chcę za bardzo uczuć wylewać,
bo zaczniesz ziewać.

Pragnę znów usiąść przy tobie blisko,
by poukładać w swym życiu wszystko,
lecz nie przysiądę się jednak wcale
i nie myśl sobie, że znów się żalę
zamiast rozsądnie w koło popatrzeć
by przeszłość zatrzeć.

Właśnie przestałam pragnąć cokolwiek,
także nie lecą już łzy spod powiek
z nadmiaru smutków i samotności.
Lecz nie mam chęci zapraszać gości,
aby stworzyć sztuczny tłok
na chwilę, na dzień, na rok.





Zaćmienie

Przyszła dzisiaj Wenus do Słońca na chwilę,
może na dzień
Przemierzyła w tej drodze mile
i stanęła, jak cień
przysłaniając przed blaskiem oczy
firanką rzęs uroczych.
Zjawiła się tu brzaskiem
z nadzieją spełnień proroczych,
że zapanuje radość i ciepło.

A na ziemi stale piekło





Borówka czernicy.

Leśny kobierzec mieni się w zieleni
od wczesnej wiosny, przez lato, w jesieni
i rozjaśniany słońca promieniami
błyszczy na ziemi między gałęziami.

Chodzę po lesie, przyglądam się stale
pod swoje nogi i patrzę wytrwale,
aby nie zdeptać borówki czernicy,
bo ona dla mnie szczególnie się liczy.

Nie wiem, czy wiecie, że niszczyć jej szkoda,
gdyż w granatowych, skromniutkich jagodach,
na podobieństwo kuleczek maleńkich,
tkwi antidotum na zwyczajne męki.
Między innymi na cudowność marzeń
o barwach, kształtach i różności zdarzeń,
a tymczasem ja powoli wzrok tracę.
I jak będę żyć, gdy nic nie zobaczę ?





Królestwo nocy

Dlaczego nocy nie ma w wielkich miastach?
Nie ma również tam gwieździstego nieba.
Zaś ilość neonów i lamp stale wzrasta.
Więc ludziom w mieście gwiazd już nie potrzeba?.

Dawniej się świtem każdy dzień zaczynał
i kończył razem z zapadnięciem zmierzchu,
choć swąd z palenisk, z pochodni się wrzynał
w klepisko, w ściany i w oczy bez przeszkód.

Mijały wieki, a człowiek - zdobywca,
zaczął namiętnie noc kolonizować.
W obszarze działań, ten wielki odkrywca,
nie musiał jednak tubylców mordować.

Świecę i lampę oliwną wymyślił,
także naftową. Lecz na tym nie koniec.
W następnych wiekach klosze z gazem wyśnił,
a nam, współczesnym, prąd w żarówkach płonie.

Wprowadzał postęp, by wydłużyć życie
w fabrykach, w domach i w miejscach zabawy.
W innych przybytkach także znakomicie
rozjaśniał noce beż żadnej obawy.

Ale dla zwierząt ten blask jest koszmarem.
Nocą reflektor poraża, lub wabi.
Gubią się młode w lęku ponad miarę.
W obu wypadkach światło może zabić.

Znam ja rezerwat pięknej czarnej nocy
i pełnej światła z gwieździstego nieba.
Mieści się w wiosce o czarownej mocy.
Tutaj neonów montować nie trzeba.

Możesz iść sama bez latarki żadnej
górską kotlinką, gdzie Alkor zamieszkał
i gdzie w oddali lśnią światła wsi ładnej,
widząc dokładnie, jak wije się ścieżka.

Tu wszystkie gwiazdy na mnie spozierają,
na okolicę i na moją chatę,
a oba Wozy srebrne dyszle mają ...
Więcej nie piszę. Dobrej Nocy - zatem...





Spacer wokół Kuncewiczówki
czyli poemat o miasteczku wiecznie zakochanych


Od wiosny do jesieni wędrowali stale
znanymi ścieżkami przy wiślanym wale,
albo skarpą nad rzeką, jak również wąwozem
podziwiając przyrodę. Lecz niedługo, może,
zaprzestaną odwiedzać urokliwe strony,
gdyż ich czas już na zawsze został policzony
na kilka dni i nocy, które są przed nimi
i na kilka spacerów ścieżkami długimi
naokoło miasteczka nietuzinkowego,
poczętego z miłości, bardzo magicznego.

Ona drobna, kwiatami z ogrodu pachnąca,
szła czule uśmiechnięta i ze szczęścia drżąca,
oparta na ramieniu swego towarzysza.
A on jej myśli stale w sercu swym słyszał
i z lubością spozierał na srebro jej włosów.
Cierpliwie nasłuchiwał kochanego głosu
pragnąc, by choć na chwilę usiedli na ławce
między klematisami, przy skoszonej trawce
i wreszcie się napili wina klarownego
- on puchar czerwonego, a ona białego.

Już od dawna nie chodzą swoimi ścieżkami
i nie zatrzymują się już przed bramami
maleńkiego ryneczku z urokliwym czarem
wypełnionym śpiewami, śmiechem oraz gwarem
tych, co tutaj przybyli, a których już nie ma...
Stąd dla miasta nad Wisłą ten krótki poemat.





Czar australijskich tropików

Postaraj się wybrać w dalekie kraje,
by poznać uroki oraz obyczaje
dorosłych i dzieci tam mieszkających.
Przyjrzyj się także roślinom kwitnącym
i spójrz w głąb morza, gdzie perły ogromne,
których widoku nie da się zapomnieć,
albowiem wszędzie, w odcieniach bez liku,
perli się czar australijskich tropików.

Perły tam czarne i różowawe,
w palecie bieli oraz szarawe.
Znawcy je zwą symbolem miłości,
zauroczenia lub delikatności,
jak delikatna jest szyja kobiety.
Kiedyś Lord toast za zdrowie Elżbiety
wniósł winem z perłą w proch roztartą.
Widocznie napój wypić było warto,
by uczcić majestat swojej monarchini.
W tym radość Jej i sobie uczynić
w chwili nadzwyczajnego uniesienia
wraz z zadumaniem nad perłą tworzenia,
którą przed światem małż długo ukrywał
w okropnie ciasnych pokrywach.

Więc wybierz się latem w dalekie kraje,
poznaj pustynie i zielone gaje,
wzleć ptakiem stalowym ponad górskie szczyty,
podziwiaj toń wód, falochronów płyty
i do swoich kątów wracaj przeszczęśliwa,
abyś po roku znów mogła wybywać,
choćby po prostu palcem na mapie
siedząc z atlasem na miękkiej kanapie





W podniosłych nastrojach

Jesienią, wiosną, czy latem
ubóstwiam kwiaty
te na gazonie i te, które właśnie
kwitną na balkonie
i stojące w wodzie, w wazonie szklanym,
a także w ogrodzie
pośród zwykłych jarzyn
To jest mój azyl w nastrojach podniosłych,
gdyż wszędzie barwy pachnące wyrosły.
No, tylko popatrz - tu orliki różowe
obok irys duży,
tam dalie pąsowe
i krzak polnej róży,
zaś w barwnej krainie - oby trwała wieczność,
zakwitła także miłość i serdeczność,
w której giną swary
i człowiek z człowiekiem się brata,
bo szlachetniejemy w barwach jesieni,
wiosny, czy lata,
i również w barwach zimy
kolorowe ciepełko
w mieszkaniach tworzymy.
A więc niezależnie od miesiąca
żyj zawsze bezpiecznie
i patrz na ludzi
wyłącznie serdecznie.





Matce

Mówiłaś , że każdy dzień mnie ozłoci,
że zaznam w życiu wiele dobroci
i tylko to, co piękne zobaczę.
Lecz stało się inaczej.
Pochowałam Cię na górce
tam, gdzie stale wiatr wieje
i straciłam nadzieję





x x x
Często tak bywa,
że coś się urywa
a przeszłość przemija,
jakby niczyja
i nawet słowa nie usłyszysz
za chwilę.
Mogło być ich tyle,
że w wielkiej księdze
byś nie pomieściła.
teraz żal serce ściska
- nie zdążyłam...





x x x
znów zapaliłam ci świeczkę.
siadłam przy tobie troszeczkę.
kwiaty w wazonie zmieniłam.
w nocy myślami przy tobie byłam
i dniami także bywam stale
targana niekończącym się żalem.





x x x
nie ma mnie na łące pełnej kwiatów barwnych.
nie ma wśród żywych, ani wśród umarłych.
nie ma mnie także nawet w sercu własnym.
ale jestem przy tobie w pudle ciemnym i ciasnym
co go do ziemi ze łzami włożyłam.
w wielkiej rozpaczy wtedy się wiłam.
i choć lata minęły tęsknie nadal ogromnie
Tego żalu nie da się zapomnieć





x x x
Choć jestem wśród ludzi, ale jednak sama.
Bo kiedy ze mną mieszkała Mama
mogłam otwierać przed Nią swoja duszę.
A teraz milczeć prawie zawsze muszę,
gdyż rzadko kiedy ktoś mnie rozumie
i rzadko kiedy pomóc mi umie,
ani do serca swego nie przytuli ...
Brak mi Matuli





Marzenia

Tak bym chciała polecieć
Na srebrzystej rakiecie,
Jak najdalej od samej siebie.
Móc się pławić w błękicie,
Patrzeć w niebo o świcie
I wreszcie dolecieć do ciebie.

Tak bym chciała nad ranem
Słyszeć słowa kochane
"Śpij spokojnie moja córeczko.
Wszystkie błędy naprawię
Więcej cię nie zostawię
I znów będziesz moją laleczką".
Także chciałabym w nocy
Patrzeć w błękitne oczy,
W których można zobaczyć duszę.
Ale nie będę marzyć.
Nic tu się już nie zdarzy.
Nowy dzień zacząć wreszcie muszę.





Zimowe goździki

Na pewno pociągiem mkniesz z deszczem
i myślisz, co zdarzy się jeszcze,
bo o sannie nie ma co marzyć,
o radosnych rumieńcach na twarzy
myśleć nie można także.
Na północy kraju, wszakże,
są stale śnieżyce i mrozy.
Więc proszę abyś założył,
wełniane nauszniki.
I ochroń także czerwone goździki
przed mrozem.
Wtedy sobie i im pomożesz,
sprawiając przyjemność
swojej dziewczynie.
Kwiaty zimą? - oczywiście.
Niech zwyczaj ten nie zaginie,.
bo kochać zawsze należy z kwiatami.
- całymi latami.





Zima pod Pilskiem

Wiatr się zbliża z hukiem niby rzeka rwąca,
lub leśna zwierzyna ze strachu pędząca.
W ludzkie twarze sypie kamykami,
przejmująco nosy ziębi podmuchami
i okrutnie miota ptakami po niebie,
a na skarpach żłobi jaskinie dla siebie.

Jednym zsyła klęski, innym ukojenie,
ale prawie wszystkim stwarza zagrożenie
zmuszając bezlitośnie się z sobą mocować.
Bardzo się boję, nie mam gdzie się schować.
tymczasem wiatr dmucha z coraz większą siłą.
Takiego wietrzyska tu jeszcze nie było



Ewa Willaume-Pielka