Ale...

Krzyczałam...ale nikt nie usłyszał
Płakałam, ale nigdzie nie było chusteczki
Zachorowałam, ale w szpitalu nie było wolnych miejsc...

Zgubiłam się, ale nie miałeś mapy
Chciałam się przytulić, ale byłeś z inną

Potrzebujesz pomocy...ale przecież ja też jej potrzebowałam...





"Czy to prawda?"

Stoję pośrodku dnia i patrzę w przestrzeń,
Daleko daleko, przed siebie dopóki nie zobaczę Ciebie,
Idącego gdzieś w stronę pustki, którą sam stworzyłeś.
Widzę przeplatające się litery na papierze,
Które nie mają dla Ciebie już żadnego znaczenia.
Stoję i patrzę na próżnię, która zabija Cię od środka.
Tą próżnią jest świat tak ten świat,
A w nim Ty, zakochany w nieszczęściu,
Czekający ręki z nieba.
Ledwo kroczysz, po chodniku ciemnej ulicy, oświetlony latarniami
I to jest Twoja natura to jest Twój świat, którym się szczycisz.
Masz kilkanaście lat, pusty świat, dookoła jakiś ludzi bez wyrazu…

Znów jest ciemno i nade mną jaśnieje ogromny księżyc,
Rzucając na Ziemię jasną poświatę.
Przywołaj swój księżyc, aby oświetlił Ci drogę,
A nazajutrz poczujesz słodycz szczęścia, która wymaże tą pustkę
z serca.
Jutro czeka na Ciebie rzeczywistość,
Wejdź do niej inaczej niż dotychczas,
Pokaż, że Cię stać, że dasz radę, że pokonasz smutek

Stoję pośrodku dnia i patrzę w przestrzeń,
Daleko, daleko, przed siebie dopóki nie zobaczę Ciebie,
Idącego po zielonej łące
Ze słońcem na twarzy, z miłością na ustach
Ale czy to prawda?
Zapytaj samego siebie





"Jak"

Jak głuchy głos ptaka zostawiającego na drzewach swój ślad,
Jak bezdomny żebrzący na rogu dwóch ulic,
Tak ja z nadzieją kroczę przez świat
Myśląc, że to już jutro
Że już niedługo zobaczę czerwień na niebie,
Przypominająca mi o tamtych różach.

Jak dzwon na wieży kościelnej,
Jak liść padający na ziemię,
Wiem, że pisząc na papierze słowa dwa, tworzę historię.
Dwa słowa tak krótkie, lecz piękne w każdym calu.

Jak nieodgadnięta zagadka,
Jak niespełnione marzenia,
Tak bardzo kocham spokój.
Nie widzę życia szarości, lecz same piękności,
Które zdobią dla mnie życie

Bo ja lubię patrzeć na zamknięty w ciemności świat...czuć zapach spokoju i radości.
Kocham muzykę, brzmiącą niewinnie, jak pozytywka.
Uwielbiam dobrych ludzi.
Co roku widzę gołe drzewa a za nimi blask ciemności.
Słyszę spokojną, uzdrawiającą muzykę.
I marzę, bo mi wolno.
Uśmiecham się, bo mam powód

Jak woda po deszczu spływająca z kwiatów,
Jak pustka w próżni,
Tak Ty wejdź na wysoką górę i krzyknij w dal,
Aż ktoś Cię usłyszy,
Aż zauważysz, że warto żyć
I że warto stąpać po ziemi, jak ja





"Jesień"

Mgły jakieś nieuchwytne,
Las osnuwa ciemność,
Nieśmiało migocą w słońcu Śniegiem pokryte góry.
Wiatr cichutko powiewa,
Słychać mknącej rzeki szum
Niby wypływającej ze strony nieba.
Drzewa resztkami liści pokryte,
Lecz jeszcze las w oddali mieni się na kolory świata.
Mewy latające wśród blasku słońca wykrzykują:
- Już koniec lata





"Koniec"

I tylko iść dalej po zielonej łące i trawie soczystej,
Gdy nad głową błękit a nie szarość księżyca,
Jest dziś snem niespełnionym.

Za nami słychać szelest papierków toczących się za nami,
A tymczasem gwiazdy pospadały na ziemię.
Więc idziemy koło uśpionych drzew, po bezlistnych gałęziach,
A nad nami dziura ozonowa pustką jaśnieje.

Widzisz, jak ostatni liść powiewa w smugach spalin,
Słyszysz metaliczny śpiew ptaków za oknem
I szelest motyla o wyblakłych kolorach skrzydeł.
-Koniec już bliski - myślisz, trzymając w dłoni niebieską różę

Kamienny uśmiech na twarzy zdobi każdego z nas,
Ręce wciąż są związane i leniwe
Nie spieszno nam, by pomóc naturze,
A koniec nadchodzi po cichutku, powolutku





"Na zawsze"

Miłość - jak mogę Ci ją pokazać?

Serce czerwone, jak krew Baranka
Ręce ciepłe za Tobą stęsknione
Łza na policzku po cichutku spływa.

Chciałabym Cię karmić moją świętością,
Poić dobrą duszą,
I przyodziać w korale miłości
Odwiedzam Cię przy każdym ruchu warg.
Poświęcam się każdego dnia,
By choć raz spojrzeć na błękit nieba.
Nie opuszczam Cię za dnia, ani podczas nocy

Życie jest zagadką
Enigmą, której nikt jeszcze nie poznał
Ja wiem, że życiem jest Bóg.
Światłość za oknem i ciemność w domu
Każde stworzenie lub przedmiot
Życie oraz śmierć - to Bóg
A wśród tego wszystkiego ja
Stoję i patrzę na ulatniające się chwile
I stale zwiększającą się sumę lat
Stoję i patrzę na siebie, wciąż niedowierzając
Miłość
To ja i Ty
Na zawsze





Sekunda

A nade mną słowik swe piosnki śpiewa
I darmo wznosi dziób ku słońcu, by czuć się większy

Pokazać swoją szarość, a nie czerwień jest sztuką...

By być wielbionym, jak wielcy tego świata
Rzucić złotem w kałużę należy
I zostawić kryształów błysk gdzieś za sobą,
Pogrążając się , jak inni, w swej niedoli i żałości.

Lecz to tylko od Ciebie zależy, kim się staniesz,
Kogo poczniesz i kogo z tej gliny ulepisz.
Pamiętając jednak, że bez innych się nie obejdziesz,
Włóż to, co masz najgorsze i wydobądź z siebie to, co najpiękniejsze, a skończysz swój marny żywot.
Aż w końcu podziękujesz, przeprosisz ze łzami w oczach,

Lecz niech nie dziwi Cię stworzenie, które nie przyjmie Twego serca,
Proszę, nie pytaj dlaczego...już nie pamiętasz?

Teraz Ty poczuj smak obłudy i kłamstwa, jakimi częstowałeś innych...
Sam widzisz...nie było warto.


A nade mną słowik już nie śpiewa
Minęły lata, a miesiące nadal mijają.
Ostatnia sekunda powinna być najpiękniejszą...powinna...
Ty decydujesz





"Sen"

To miejsce marzeń granice tam nie sięgają,
Tam gwiazdy tyle tajemniczości w sobie mają,
Co chwilę fala szczęścia przeszywa Twe ciało,
Czujesz, jakby żyć Ci się bardziej zachciało.
To słońce-tak piękne,
Te kwiaty-tak cudne,
Jakby złotym pyłem przysypane.
Lecz ta chwila krótko trwa.
Gdy usłyszysz dżwięk budzika
Wszystko kończy się i znika.
Sen tak piękny jak żywy.
Na pewno nie zapomnisz go nigdy.





W ogrodzie

Lubię słońce i księżyc...i jeszcze białe róże.
Tak, jak wtedy zaglądam w głąb mej pamięci
I wyciągam tylko te dobre wspomnienia
W końcu tworzę całość, z której mogę być dumna.

Za rogiem każdego domu jest ogród,
Ty masz klucz,
Każdy go ma, bo to wspólny ogród spełnionych marzeń.
Popłyń tam strumieniem życia, on Cię tam doprowadzi skoro nie znasz drogi...
Tam już brat nie morduje brata,
Herbata smakuje tak, jak powinna,
A wspomnienia same układają się w mozaikę.
Weź w dłoń białą różę, a serce ozdób dobrem, a nie będziesz musiał się martwić, czy Twój klucz będzie pasował do wrót.
One się same otworzą, bo kluczem jesteś Ty...





"Wiara"


Ile snów trzeba było prześnić,
aby jeden się spełnił?
Ilu bogów poznać,
Aby w jednego uwierzyć?
Czy sens istnienia ukryty jest w nas, w środku?
Jakże trudno przyjąć zadanie nam powierzone.

Płyną nowe dni, jak liść rzucony w nurt rzeki życia.
Nadal nie wiem gdzie jest moje miejsce.
Los zdążył zabrać mi najcenniejsze chwile,
Nim zdążyłam je pochwycić.
Płomyk ucichł...
Nie jaśnieje już jaskrawym światłem, jak niegdyś.
Nawet czekolada nie jest słodka,
Gwiazdy już nie błyszczą,
A księżyc nabrał szarości, niczym biały kot snujący się o zmroku w mrocznej rzeczywistości.
Już nic nie jest tak prawdziwe,
Tak naturalne, jak niegdyś.
Słowo, w którym zamyka się cały świat już nie króluje w nas.
Ile bym dała, by usłyszeć szczere "kocham"
Z ust kogoś zwykłego... prostego.
Nasze życie jest poukładane, niczym kilka okruchów rozrzuconych przez wiatr...

Ja chcę wyjść z tej rzeczywistości,
Zamykając za sobą drzwi
I nie pozostawiając nawet szpary, by przeciskała się przez nią światłość.
Moje marzenia pryskają,
Jak banki mydlane bezlitośnie przebijane przez los.
Lecz wciąż trwam
I tańczę jak mi życie zagra.
Mimo to wiem, że gdzieś tam, w dali jaśnieje maleńkie światełko,
Przeznaczone dla każdego z nas.
Niesiona przez wiarę i nadzieję,
Wierzę w lepsze jutro,
Które rozjaśni ciemności,
Bo przecież wiara i nadzieja umierają ostatnie...





Cały ten świat ściska dłoń nadziei,
widząc świecące gwiazdy na niebie
i rysując swą cudownością tysiące marzeń.

Bo ja dla marzeń żyję.
Bo to ja jestem światłem.
Bo to w moim sercu jest nadzieja.

Gram na skrzypcach mego serca.
Wsłuchiwać się w dźwięk pragnienia
i głosu marzących wspomnień
jest lekarstwem zbolałej duszy.

Wraz ze wschodem wstaje delikatność Twego głosu,
łagodność anioła, serce znudzonego udręką.
Poznanie siebie jest zagadką odwieczną...

Więc poznaj siebie.

Pochwyć mnie za rękę i zatańczmy.
Tak jak kiedyś...

Gdy rozum głupi jeszcze nie pamiętał.
Gdy serce wielkie i czerwone z miłości.
Gdy dłonie otwarte...czekały...

I czekać będą.





Kilka słów nic nie znaczących
wznoszę do nieba.
Do mego Sumienia.

O celu zapomniałam.
Nie widzę przyczyny istnienia.
Żalu nie szczędzę.

Lecz widzę promień.
Kilka słów bezużytecznych
Daję Tobie.
Tyle tylko mam.
Jesteś nadzieją, nowym jutrem.

Zatem...
Pożegnam to, co było
Powitam to, co będzie.

Żegnam smutku.
Witam Ciebie Nieznajomy.





Do wszelkich złudzeń mojego umysłu
wysyłam szereg myśli skrępowanych ludzkim egoizmem.
Nadzieja...odejdzie w ciemną noc i pozostawi cień,
rzucający na pragnienia mroczną poświatę niewiary.

Najlepiej w czas przekwitu rozpaczy
zaopatrzyć duszę w światłość promieni
miłości ludzkiej i zaufania dla siebie.
Jej rozkwit dziwacznym ogniem płonie,
nie zniszczy nakarmionych nadzieją.

Zmienić świat w paciorki,
jak na różańcu widnieją ich tuziny,
które w słońcu jaśnieją nawet w oddali
pięknem i czystością skażone.
Narazie małe w swej wielkości i płytkie w swej głębokości
wzorem dla człowieka i jego wad,
ukazują jak światem miotają pragnienia istnień.

Co potrafię, tego dokonam inaczej niż wszyscy.
Wybiorę dzień na swój własny wschód,
otworzę drzwi, schodząc z góry zaśmieję się.
Jeszcze raz przywołam marzenie,
które przychodzi każdego dnia w moim umyśle.
Dotknę go i przywitam się,
uznając moje życie za największy skarb.





Dzień za dniem...tak.
Noc za nocą...już nie.

Kocham Cię.
Ale tylko w dzień.

W nocy...
Nienawidzę Ciebie i Twego serca.

Trzymam niewidzialną dłoń Innego.
Wierzę, że to widzisz,
Że niszczysz zazdrością swój umysł.

Pokażę Ci świat, którego nie widziałeś.
A Ty powiedz mi co widzisz, gdy zamykasz oczy.
Swą pustkę, egoizm, nieszczęście?

Ja Ci pokażę walkę z sumieniem,
przenikające szczęście.
Ja Ci przekażę wielkie słowa podziękowania za to,
że o Tobie zapomniałam...




Patrycja Formella