image







Zwątpienia

A kiedy czarnym smutku kirem
Znowu otulą mnie zwątpienia,
Gdy skołatane serce zadrży
I braknie łaski zapomnienia,
Gdy gardło znów żelaznym ściskiem
Uchwyci gorycz samotności,
A słona łza policzkiem spłynie
W żalu umarłej namiętności,
Gdy patrząc w przód nic nie zobaczę,
Za siebie zaś - niewiele więcej -
Nie wiem, czy radę dam raz jeszcze
Nie całkiem poddać się udręce?
Czy starczy sił, by unieść głowę,
Nim czartu w końcu życie przedam?
Jeszcze próbuję, jeszcze walczę...
Czy uda się? Rękojmi nie dam...


Jeśli kaprysem Ci nie jestem...

Jeśli kaprysem Ci nie jestem,
Igraszką płochą, krotochwilą;
Jeśli dać słowu wiarę mogę,
Cieszyć się każdą z Tobą chwilą
Ufny, że gorycz mi oszczędzisz,
Której dostałem już tak wiele -
To los odmienił swe oblicze.
Dzięki, że jesteś, mój aniele!

Myśli splątane uładziłaś,
Duszy okrytej żalu cieniem
Spokój wróciłaś i łagodność.
Muzą mi jesteś i wytchnieniem.
Już znowu umiem słowem nazwać,
Co serce cicho podpowiada
I w głowie z myśli, strzępków rozmów,
Okruchów marzeń - strofy składać.

Gdy wieczorami rozmawiamy -
Nie chcę uronić ani chwili,
A kiedy wiersze wymieniamy -
To tak, jakbyśmy w niebie byli.
Czy los, co wrogiem dotąd był mi,
Zaprosi teraz mnie na fiestę?
Czy szczęściu furtkę choć uchyli?
Jeśli kaprysem Ci nie jestem...


Sen

Sen dzisiaj miałem - jak nigdy! Zazwyczaj mimo zmęczenia
Dopiero u kresu nocy znajduję zbawienne łóżko.
Wtedy wystarczy jedynie zamknąć ukradkiem powieki,
Głowę myślami nabrzmiałą zakryć na moment poduszką
I trafiam do czarnej dziury, w sekundy w niej się zapadam,
Świat jakby różdżką magiczną dotknięty na chwilę znika.
Na sny nie starcza już miejsca, dobrze, że zmysły zasnęły
I jestem nareszcie wolny - do pierwszych tonów budzika.

A dzisiaj - śniłem, że gonię jakiś jadący autobus.
Nie znałem celu podróży, wiem, że ostatnia być miała,
Tak ważna, jak nigdy dotąd, jakby u kresu tej drogi
Jakaś szczęśliwa odmiana nareszcie na mnie czekała.
Autobus mknął coraz szybciej. Czułem, że siły już tracę,
Że nie doścignę nadziei, co znikąd się pojawiła.
I nagle przez drzwi otwarte rękę ktoś do mnie wyciąga.
Chwytam ją z ulgą i wsiadam. Patrzę - to Twoja dłoń była!


Komunikator

Jakże czekam tych naszych wieczorów! Kilometrów nas dzieli tak wiele...
Całe szczęście, że dzięki "Tlenowi" mam codziennie przy Tobie niedzielę!
Przycupnięty nieśmiało w kąciku, przystrojony w nadziei zielenie
Czekam chwili, gdy dniem utrudzona zechcesz rzucić na mnie spojrzenie.
Nagle błyska czerwone słoneczko i - jak dobrze - jesteś już ze mną!
Będę miał swój codzienny narkotyk, nie czekałem dzisiaj daremno.
Wymieniamy "życiowe mądrości", szczere sobie czynimy zwierzenia...
Piękny wieczór... I wtem na ekranie widzę tekst, co w słup soli mnie zmienia:
"Znowu, Staszku, to samo się dzieje! Znów na siwo, nie jesteś dostępny!"
Wielkie nieba! Nie jestem aniołem, lecz posądzać o czyn tak występny?
Nie taiłem, że los mnie doświadczał, że od dawna skronie mam siwe,
Lecz zarzucać, żem niedostępny? Suponować wręcz recydywę?
Wszak te nasze wieczorne rozmowy to remedium na życia chimery,
Bez nich dzień byłby nie wart szeląga! Siwe włosy... Czy mam, do cholery,
Zafarbować? Zgolić na łyso? Coś to zmieni? W domysłach się plączę...
Dzięki Bogu - wiadomość od Ciebie! To jedynie przegrzało się łącze!


Zaczaruj mnie

Zaczaruj mnie na niebiesko, zaklęciem uwolnij z sieci
Pogardy, kłamstwa i bólu, co życie mi omotała.
Zrób jakieś czary-mary, potrafisz przecież tak wiele...
Spraw, aby chmura przeszłości nadziei nie przesłaniała.

Prześlij mi słowo magiczne, co żyć na nowo pozwoli,
Pokaż mi nowy horyzont, drogę mi oświetl wśród mroku.
Otul niebieskim obłokiem wiary, nadziei, miłości,
Gdzie serce trwożnie bijące odnajdzie nareszcie spokój.

Pragnąłbym być Twoim cieniem, odbiciem zamglonym w lustrze,
Wstążką upiętą we włosach, gorącą poranną neską...
Wiem, oczekuję zbyt wiele, losu nie można odmienić.
Pozostań choć dobrą wróżką. Zaczaruj mnie na niebiesko...


Tęsknota

Rzeczywistość słowami zaklinam - niech nam będzie taka, jak w wierszach!
Kilometry na mile zamieniam - tak odległość staje się mniejsza...
Twoje słowa w bukiecik układam, by miłością w domu pachniało,
Pocałunki zaś - trzymam pod kloszem, by nic złego ich nie spotkało.

Gdy zasypiam - ostatnie, co widzę, to Twój uśmiech: szczery, promienny.
Zawsze rankiem podaję do kawy wiersz od Ciebie - prezent bezcenny!
Z każdym taktem przesłanej muzyki odrobinę duszy Ci daję.
Tęsknię...Pragnę...Czekam spotkania...Powiedz mi: bliższy się staję?


Wybacz mi, miła...

Że brakiem wiary duszę Ci zraniłem,
Kiedy mi żałość życie przesłoniła
I dłoń pomocną - zrazu odtrąciłem -
Wybacz mi, miła...

Że pychy pełen - oszczędzić Ci chciałem
Goryczy, co mi dniem powszednim była
Nie bacząc, że Ty chcesz brzemienia ująć -
Wybacz mi, miła...

Że Ci w domysłach błądzić pozwoliłem
Wątpiąc, czy będziesz o mnie się martwiła,
Milczeniem - ciernie w serce Ci wbijając -
Wybacz mi, miła...


Jeśli...

Jeśli naprawdę w wierszach dusza żyje,
A bez niej człowiek jest kosmicznym pyłem -
Czasu zwątpienia nic już nie przywróci...
Bez duszy żyłem...

Jeśli to miłość życiu sens nadaje,
A ja boleśnie swoją utraciłem -
To lata gorzkie wniwecz obróciłem...
Bez uczuć żyłem...

Jeśli nadzieja jest istnienia kresem
I trwa do końca, póki serce bije -
To może chwilę będę jeszcze z wami...
Z nadzieją żyję!


Cóż Ci dać mogę...

Jakiż to fortel słodki znałaś,
A może mamisz czarami,
Że żyć jak dawniej już nie umiem -
Myślę i czuję wierszami.

Mój świat w nicości szarej tkwił,
Zbrakło w nim miejsca na miłość.
To, co do zgonu miało trwać,
Zgliszczami się spopieliło.

A Ty - w to życie, jak zły sen -
Motylem barwnym wzleciałaś,
Na skrzydłach niosąc wiosny cud
Nadzieję znów darowałaś.

Cóż Ci takiego dać w podzięce,
Czego byś dotąd nie miała?
Tych parę wierszy? Przecież, miła,
Piękniejsze mi napisałaś...

Trochę piosenek? Kilka listów?
Pewnie masz takich już wiele...
Życzliwe słowo, kiedy ciężko?
Od tego są przyjaciele!

Weź moje serce! Młode nie jest,
Ale na Twoje wezwanie
Niejedną burzę przetrwa jeszcze,
Niejedno miłowanie.


"Niechaj mnie Zośka..."

"Niechaj mnie Zośka o wiersze nie prosi" -
Kiedyś Ci rzekłem, gdym zauroczony
Twoimi strofy niebacznie wyznawał,
Żem tym szaleństwem też jest naznaczony.

O, naiwności cudzie! Skądżeż mogłem,
Przeczuć, że fala raz wzburzona ruszy
Lawiną nagłą, co zmysły usyci
I ukojenie da zbolałej duszy.

Słodkie to dzieło - rymów układanie,
Kiedy za myślą płochą słowo bieży!
Jakżeż tę radość do szkatuły chować?
Jakżeż poecie, że nie pisze - wierzyć?


Przemijanie

Przechodniem jestem,
Chwilę tylko z wami -
Na parę lat, kilka wierszy...
Odejdę cicho,
Nikt nie zauważy -
Zawsze coś będzie ważniejsze...
Czas zatrze imię,
Zdjęcia wypłowieją,
Twarz się z pamięci wymaże...
Przechodniem byłem,
Bezimiennym w tłumie,
Notatką w kalendarzu...


Nie mów mi...

Nie mów mi, miła, że Twoje wiersze
To kołysanki jedynie,
Bo tyle siły dajesz mi nimi,
Tyle nadziei z nich płynie,
Że z mroku mi to wyjść pozwoliło,
Jak Feniks - z popiołów wstałem
I cień przeszłości precz odrzucając
Na życie znów się porwałem.
Twoich to wierszy moc uczyniła,
Twojego serca wołanie,
Nigdy więc nie zwątp w magię poezji -
To moje ciche błaganie.


Wieczory w sieci

Dzień - to nerwowe, mrówcze krzątanie
Za powszednimi sprawami,
Z dziesiątkiem faksów i telefonów,
W biegu pitymi kawami
I niecierpliwym oczekiwaniem,
Aż jasność zniknie na niebie,
Bo wtedy życie smaku nabiera -
Wieczór jest zawsze dla Ciebie!

W głośnikach swingu dyskretne frazy,
Na stole - herbaty szklanka,
A na rozbłysłej tafli ekranu
Zjawia się moja bogdanka.
Nagle znaczenie traci to wszystko,
Co w ciągu dnia mnie trapiło.
Wiem, że będziemy długo rozmawiać
I będzie - jak zawsze - miło.

Tobie powierzam swoje marzenia,
Tobie też mówię o klęskach.
Tajniki duszy Ci opisuję,
Choć rzecz to ponoć niemęska.
Nieważne, w jakim byłem nastroju
I o czym dziś rozmawiamy -
Czuję, jakbyśmy w całym wszechświecie
Zostali na chwilę sami.

Takie wieczory moją radością
Są już od kilku miesięcy,
A ja wciąż marzę, że może kiedyś
Będę mógł liczyć na więcej.
I chociaż nawet awaria łącza
Nie jest nas w stanie zaskoczyć -
Pragnę gorąco doczekać chwili,
By mówić Ci - patrząc w oczy.


Katharsis

Codziennie list Ci wysyłam, bo tyle jeszcze jest rzeczy,
O których chciałbym powiedzieć, a nie wiem, czy życia starczy.
Zbyt wiele lat zmarnowałem, zbyt długo trwałem w goryczy,
Zbyt często w potyczkach z losem musiałem wracać na tarczy...
Brakło mi czasu na nocne rozmowy w gronie przyjaciół;
Przyjaciół też zresztą brakło, był bezkres samotnych nocy...
Nie było czasu miłości, zabrakło chwili na wiersze...
Czy dni stracone odzyskam, zanim mnie ciemność zaskoczy?

Muzykę niewysłuchaną, poezję nieprzeczytaną,
Książki od kurzu omszałe chłonę głodnymi zmysłami.
Przyjaźń, co niespodzianie udrękę mi osłodziła
Płomieniem jasnym podsycam wciąż - codziennymi listami.
Natchnieniem z nagła zbudzonym, myśli pośpieszną gonitwą,
Tkliwością, co mnie przepełnia - jeden za drugim wiersz piszę.
I tylko memu katharsis jedynej brak odpowiedzi:
Czy słodkie szepty miłości raz jeszcze w życiu usłyszę?


Zasypiać z Tobą...

Zasypiać z Tobą wśród dźwięków muzyki
Strzelistym bioder łukiem otulony,
Dłonią na piersi serce drżące czując,
Żarem wilgotnych warg oszołomiony...

Witać świt każdy leniwą rozkoszą,
Tuleniem czułym, nasycenia słodem,
Zgodnym ciał drżeniem, pocałunkiem, który
Przed nieczułości mnie uchroni chłodem...

Tego wszystkiego czynić mi nie wolno,
Choć serce tęskne o Twą miłość woła;
Jedynie marzyć...Wolności marzenia
Nikt mi na świecie odebrać nie zdoła.


Przebudzenie

Warto żyć dla tych chwil, gdy się budzisz,
Warto cieszyć się nocy ostatkiem.
Nie znajduję Cię w moich ramionach -
Kiedy spałem, umknęłaś ukradkiem -
Ale jesteś...Dość rękę wyciągnąć,
Aby dłonią Twe serce odnaleźć
I po chwili Cię tulić z wdzięcznością -
Znów ze sobą nam było wspaniale!

Twarz, gdzie sen pozostawił marzenia
Zwracasz do mnie z leniwym uśmiechem.
Pocałunkiem ten uśmiech podsycam,
Wspólnym ranek witamy oddechem
I za chwilę wspomnienie wieczoru
Świeżym żarem nam zmysły rozpala -
Twoje ciało pieszczotą rozgrzane
Znów na wiele w miłości zezwala.

Szukam dróg do krainy rozkoszy,
Wcale nie chcę zbyt szybko ich znaleźć!
Twoje biodra pozdrawiam ustami,
Dłoniom śmiałym pozwalam Ci szaleć.
Ciał i serc uskrzydleni jednością
Zgodnym rytmem ku szczęściu zmierzamy.
Patrząc w oczy uczuciem zamglone
Znów na chwilę do nieba sięgamy.

Cichym krzykiem witamy spełnienie,
Serca drżące chcą z piersi wyskoczyć.
Z Twym imieniem żarliwie szeptanym
Na chwil parę zamykam w mrok oczy.
Gdy na powrót powieki uchylam -
Wzrokiem wokół Cię szukam daremno
I już nie wiem - marzeniem mi byłaś,
Czy naprawdę kochałaś się ze mną?

Resume

Gdy stanąć przyjdzie - a losu nie zwiedziesz -
Przed ostatecznym boskim trybunałem -
Jakimi słowy zdołam wytłumaczyć,
Dlaczego życie w niesławie przegrałem?

Nie dokonałem, co mężczyzna winien...
Gdzież rośnie drzewo, które miałem wsadzić?
Gdzież zręby domu, co by gniazdem był mi?
Gdzież syn, którego w życie bym wprowadził?

Zostawię jeno parę strof niezdarnych,
Gdzie żaru więcej niźli muzy tchnienia,
Tych parę półek książek ulubionych,
Które dawały od myśli wytchnienia,

Płyty z muzyką tysiąckrotnie graną,
Co ciszę pustą w życiu zapełniały...
Jeszcze marzenia niewypowiedziane,
Nadzieje płonne, złudne ideały...

I może jeszcze od ludzi wspomnienie,
Bo im życzliwy byłem życie całe...
Pewnie łez kilka od tych osób paru,
Które gorąco kiedyś ukochałem...

A może jeszczem nie do końca stracon
I los czymś dobrym u schyłku obdarzy?
Może nadzieją warto zmysły żywić,
O szczęśliwości nie przestawać marzyć?

Czy być tak może, że po latach chmurnych
I dla mnie słońce choć krztę blasku znajdzie?
Cóż...Żyję jeszcze...Trwać w tej wierze będę,
Póki mnie anioł śmierci nie odnajdzie.


Niedźwiedzia skóra

Z niedźwiedziej skóry fałd przepastnych mroku,
Gdzieżeś przed ludźmi duszę ukryć chciała
Szczęsnym przypadkiem światu przywrócona -
I memu życiu blaski jasne dałaś.
I ja ów pancerz, gdziem głęboko skrywał
Marzeń swych skarby, myśli niepokoje -
Nadzieją ufny śmiało odrzuciłem,
Życie składając z wiarą w ręce Twoje.
Słońcem mi jesteś, wodą i powietrzem,
Krynicą marzeń, miłości szafarką,
Tęsknotą wielką, namiętności cudem,
Czułości morzem, gdzie utonąć warto.
Bez cienia lęku czekam lat, co przyjdą
Modląc się, aby niemało ich było.
Niepomny cierni, co serce raniły
Duszę oddaję za spełnioną miłość.
Z Tobą u boku burze mi niestraszne
Ni losu wichry, ni życia niedole.
Przy Tobie świętem dzień powszedni widzę,
Łąką kwiecistą - niebrzemienne pole.
Jak cień - za Tobą w życiu trwać zamierzam,
Myśli Twe słyszeć, zanim je wypowiesz,
W tkliwości obłok spowić Twój konterfekt,
Pragnienia spełniać, nim się o nich dowiesz,
Zapachem kwiatów poranki wypełnić,
Uściskiem ramion ogrzać Ci wieczory...
Nie pomnij dłużej samotności mary,
Niech precz odejdą zaprzeszłe upiory.
Jeżeli kochasz - nie odrzucaj wzgardą
Serca, co z Tobą chce przenosić góry.
Niechaj rdzewieje niepotrzebny pancerz,
Niech sczeźnie pamięć Twej niedźwiedziej skóry!


Nocne impresje

Trzecia nad ranem... Snu upragnionemu
Przystępu broni jeno myśl zuchwała:
Jakichże czarów, jakich zaklęć użyć,
Abyś mnie kochać nigdy nie przestała?
Z głową wtuloną do mego ramienia
Śpisz cichuteńko, ufna i spokojna.
Leniwy oddech grzeje mi policzek,
Uśpione serce w ciszy bije zwolna.
Nieśmiałą dłonią pieszczę Twoje włosy,
Leciutko, by Ci snu to nie przerwało.
Tkliwości pełen - marzę, by to szczęście
Nie chwilę, nie dzień, żeby wieczność trwało.


Sonet marcowy

Madonno jasna mej jesieni trwania,
Coś mi nadziei rozgorzała łunę -
Los, co zgorzknienia raczył mnie piołunem
W czas zamieniłaś czułego kochania.
Nie książęm przecież, co niewieście lico
Rumieńcem pali w płochliwym czekaniu,
Ale zatracić chcę się w miłowaniu,
Lubą afektu dzielić się słodyczą.
Cenniejsze złota Twoich oczu lśnienie,
Od miodu słodsze usta całowane,
W pożodze nocy słowa wyszeptane
Na dnia frasunki jawią się kojeniem.
Gotowym duszę frymarczyć z szatanem,
Bym - póki życia - Twoim mógł być cieniem.


Czarne gwiazdy

Ktoś bliski dziś mi powiedział,
Że znowu smutek mam w oczach
Jak niegdyś, nim dobre wiatry
W Twoją zwróciły mnie stronę.
Te oczy – to czarne gwiazdy,
Co blasku już nie zaznają,
Bezmiernym żalem pogasłe,
Łzami do szczętu spalone.
Jedynie ból w nich zobaczysz,
Którego czas się nie ima,
Jedynie gorycz bezsilną,
Udrękę osamotnienia...
I jeszcze może w nich dojrzysz
Śród mgły, co mi świat spowiła
W kącikach niedbale skryty
Bezsens mojego istnienia...


Poduszka

Wiesz, kochanie – w naszej sypialni
Ciągle leży Twoja poduszka.
Może kiedyś zajrzysz na drzemkę?
Ona czeka tam razem ze mną.
Urządzimy czarowny wieczór:
Coś miłego szepnę do uszka,
Delikatnie włosy pogłaszczę,
Pocałunkiem oswoję ciemność.
Z troską wielką, by snu nie spłoszyć
Czule Cię otoczę ramieniem,
Zagubioną scałuję łezkę,
Ciepłem dłoni piersi otulę...
Chociaż wiem, że Ciebie już nie ma -
Serce żywi się wciąż wspomnieniem,
Więc co wieczór, łzy powstrzymując
"Śpij, kochana" powtarzam czule...


Spacer

Od zimy mocno już odległe,
Spiekota lata jeszcze przed nim -
Obrzmiałe wiosną, kwieciem zdobne
Ciepłe kwietniowe popołudnie...
Na spacer zabrać Cię do parku,
Leniwą cieszyć się bliskością,
Słońce zobaczyć na Twej twarzy -
Kochanie, nie byłoby cudnie?
Byłem w tym parku...Sam, niestety...
Po naszych ścieżkach wędrowałem
Śród drzew zielenią oszalałych,
Krzewów pąkami obsypanych.
Pies biegał obok wielce kontent,
Mnie twarz tęsknoty łza żłobiła -
Miast się radować cudem wiosny
Gorycz sączyłem w świeże rany.
Toż wiem, Kochana – taki spacer
Nigdy nam więcej się nie zdarzy!
Nie zachwycimy się już razem,
Jak pięknie pachnie pierwszy bez!
Sam po tych ścieżkach stąpać muszę,
Dopóki sił mi jeszcze starczy,
Z sercem rozdartym czekać chwili,
Kiedy i mój nadejdzie kres.


Szafa

Otwarte drzwi do Twojej szafy,
A w niej wspomnienia zawieszone,
Pachnące Tobą i lawendą,
Z losem – jak ja – niepogodzone.
Spódniczka z naszej pierwszej randki:
Urocza, w kwiaty czarno-białe.
Pamiętasz – słońce, jazz i pstrągi?
To wtedy mnie oczarowałaś!
Szlafroczek kusy i powabny -
Pół Polski z nami przewędrował.
Cudownie było weń się wtulać!
Rozkosznie było go zdejmować!
Śliczne czerwone pantofelki -
Warto Cię było skusić na nie:
Na Twojej stopie taki bucik
Sporym dla zmysłów był doznaniem!
Kurteczka z zielonego dżinsu,
Jakżeż przez Ciebie ulubiona,
Pomiędzy chemią a nadzieją
Obok szpitala wypatrzona...
Bluzki, sweterki, żakieciki,
Spódniczki kolorowe, zwiewne...
Jak ja – na nicość już skazane.
Jak ja - nikomu niepotrzebne.


A jeśli zechcesz...

A jeśli zechcesz kiedyś spytać,
Cóż znaczą te czerwone róże,
Których wiązankę na mogiłę
Przynoszę zawsze wraz ze łzami -
Wyznam Ci wprost: to moje credo,
To mój strzelisty akt nadziei,
Że miłość, co nam skrzydeł dała -
Nie sczeźnie, że zostanie z nami.
Nie znajdziesz w mym hiobowym trwaniu
Ni chwili dłuższej niźli tchnienie,
Bym Twój kontrefekt z oczu stracił,
Bym myślą nie był przy Twym boku.
Duszę tęsknoty płomień smaga
Sycony jasnych chwil pamięcią,
Kiedyśmy szczodrze wzajem brali
Czułość, pragnienie, ciepło, spokój.
Wiesz? Chyba chciałbym być już z Tobą,
Niczym mnie uwieść świat nie zdoła.
W samotni nocy nasłuchuję,
Czy już Tanatos nie przyzywa...
I ciągle mówię:"Cześć, Kochanie",
Kiedy wieczorem wracam z pracy,
I wciąż nie zasnę, nim nie sprawdzę,
Czy kołdra dobrze Cię okrywa...
Bo ciągle mówię: "Cześć, Kochanie",
Kiedy wieczorem z pracy wracam
I wciąż nie zasnę, nim nie sprawdzę,
Czy kołdra dobrze Cię okrywa...


Imieniny


Szampan samotnie wypity,
Bo nikt z wizytą nie dotarł -
Miał lekką nutę cykuty,
Choć miał być "semi sweet".
Świeca, co miała uświetnić
Imieninowe przyjęcie -
Zamiast nastroju przydawać
Tliła się niczym znicz.
Jazz cicho płynął z głośników
Bolesne budząc wspomnienia:
Chet Baker, Davis, Peterson -
Rzekłbym: firmowy znak.
Z psem jeno mogłem pogadać...
Ot, taka moja codzienność,
"Specjalite de la maison",
Życia bez Ciebie smak...


Rozmowa

Cicha alejka na rubieżach miasta,
Gdzie smutek jeno i żałość dogłębna;
Opodal niebo tną beskidzkie wierchy -
To tu na schadzki z Tobą się umawiam.
Nikogo tutaj szloch mój nie zadziwi,
Tu żal, tęsknota chlebem są powszednim,
Rzeczą zwyczajną jest, gdy w samotności
Z niemym nagrobkiem ze łzami rozmawiam.
Tyle Ci zawsze mam do powiedzenia,
Choć często słowa grzęzną w niemym bólu -
Co w domu słychać, jak się mają dzieci,
Czy dobry kolor dobrałem na ściany,
Że piesek grzeczny i za Tobą tęskni,
A ja dla Ciebie wiersze nowe składam,
Że żyć bez Ciebie zupełnie nie umiem
I że Cię kochać nigdy nie przestanę...
Szum liści tylko jest mi odpowiedzią
I ptaków zaśpiew na pobliskich drzewach;
Czasami sroczka – trochę już znajoma -
Dysonans wniesie do cmentarnej ciszy.
Milczysz, Kochanie, tyle już miesięcy,
Choć nigdy ciche dni nas nie dzieliły...
Nieważne, Miła – będziemy rozmawiać...
W sercu mam wiarę, że i tak mnie słyszysz


Brzoza

Opodal ścieżki, co do Ciebie wiedzie,
Przy kilku schodkach z betonu odlanych
Trzy małe smreczki młodością zuchwałe
Śmiało ku słońcu unoszą ramiona,
A obok brzoza, co z wrodzonym taktem
Biel niewinności w kiry przystroiła -
Tuż ponad ziemią raptem się rozdwaja,
Na dwa odrębne życia podzielona.
W czułym uścisku splecionych gałęzi,
Wpatrzone w siebie jak kochanków para,
Szepcąc żarliwie z każdym tchnieniem wiatru -
Dwa piękne drzewa wędrują ku niebu.
Niejednym wichrom razem się oparły,
Niejednych wzruszeń niemym świadkiem były.
Wiesz...Zawsze, kiedy mimo nich przechodzę -
Jakbym nas widział - tyle, że a rebours.
I myśmy żyli w tym złączeniu cudnym,
Gdy słów nie trzeba, by myśli odgadnąć,
Gdy niczym cienie w upalne południe
Jedno drugiego podążało śladem...
Lecz nasze słońce na zawsze pogasło,
Choć jeno chwilę życiu blasku dało
I tylko ziemia złączy nas na wieki,
Gdy się, Kochanie, spotkamy niebawem...


Blues for Jazzy

Kudłata psinko, znajdko fortunna,
Kompanko wierna mej samotności -
Śniłaś ty kiedyś, że mi ostatnim
Bodaj do życia będziesz powodem?
Że mi do życia będziesz powodem?

Bo póki miejsca ci nie odszukam,
Gdzie chociaż krzynę znajdziesz miłości -
Trwać będę z tobą na złe i dobre
Zamiast w pokorze po cichu odejść,
Zamiast w rozpaczy bezradnie odejść...

Tylem ci winien za twoją ufność,
Za miłość ślepą, za wierne trwanie,
Za ciche w kącie piski tęsknoty,
Gdyśmy zostali na świecie sami,
Gdyśmy już byli zupełnie sami...

Za wszystkie chwile, kiedy dzieliłaś
I szczęście nasze, i moje łkanie -
Pójdziemy razem w niebiańskim parku
Na wieczny spacer: ty, ja i Pani...
Szczęśliwi znowu: ty, ja i Pani...


Staszek