Sumienie śmierci.

Kiedy spotykam ludzi i rozmawiam z nimi często odnoszę wrażenie, że
nie potrafią się odnaleźć w świecie.
Wyolbrzymiają swoje problemy i uważają, że są opuszczeni przez
wszystkich łącznie z Bogiem. Rozczuleni nad swoim losem, nie chcą
nawet zobaczyć przyjaznej dłoni i odrzucają nieświadomie pomoc.
W związku z tym chciałbym przytoczyć znane napewno już opowiadanie,
które jest wspomnieniem kazania, które słyszałem w dzieciństwie,
a dotyczy śmierci i Boga.
Pewnego dnia wysłał Bóg śmierć po duszę pewnej kobiety. Poszła więc
śmierć zgodnie z wolą Pana pod wskazany adres. Weszła do starej,
chylącej się wiejskiej chaty i zobaczyła ciężko chorą kobietę
na łożu. Obok niej w izbie gromadka dzieci niezaradnych i małych,
zapłakana i nieszczęśliwa, głodna i brudna.
Zastany obraz wzruszył serce bezdusznej śmierci, bo rok wcześniej
zabrała z chaty ojca. Wiedziała też, że matka jest ostatnią nadzieją dzieci.
Wróciła więc śmierć do Boga z pustymi rękoma.
Stanęła przed Panem i rzekła:
Panie mój, nawet ja nie mam sumienia zabrać duszy tej kobiecie.
Czy nie widzisz jaka panuje tam rozpacz?
Co będzie z dziećmi gdy zabiorę im matkę?
Wtedy Bóg nakazał: idź na rozstaje dróg, tam pod wielkim kamieniem
mam ukryty skarb. Śmierć wykonała polecenie. Odnalazła obrośnięty
mchem i do połowy przysypany ziemią kamień. Widać było że od lat
nikt go nie ruszał. Odwaliła kamień i zobaczyła robaka.
Powróciła śmierć do Boga i zdała relacje.
Panie, nie ma tam żadnego skarbu, jest tylko nędzny robak.
Wtedy Pan powiedział:
Ja pamiętam o tym robaku, a myślisz, że mógłbym zapomnieć
o tych dzieciach?


Jpena