Stukot kół pociągu, gwar siedzących w przedziale osób i krajobrazy skąpane z zachodzącym jesiennym słońcu, migające w oknie pędzącego pociągu. Taki obraz zobaczył wyrwany nagle z głębokiego snu, z na wpół opuszczonymi jeszcze powiekami powiódł wzrokiem po przedziale. Siedzący obok o czymś, mocno gestykulując rozmawiali ożywionym głosem,
z głębi przedziału słychać było radosny śmiech kilku dziewcząt siedzących kilka miejsc dalej.
Za oknem przesuwały się krajobrazy mijanych wiosek położonych na wzgórzach porośniętych drzewami.

Promienie chylącego się ku zachodowi słońca padały na dywany wrzosowisk mieniące się wszystkimi barwami jesieni. Nagle dobiegł go odgłos mijanego rozjazdu, stukot kół pędzącego pociągu, który zaczął zwalniać. Po chwili zatrzymał się na małej stacyjce, a z wagonów na peron wypłynął w pośpiechu tłum podróżnych. Po kilku minutach zrobiło się pusto,
ludzie rozeszli się w milczeniu i tylko w dali peronu tłoczyła się jeszcze grupka młodzieży pokrzykując głośno.
Podniósł z ziemi mocno wypakowany plecak i ruszył w stronę wyjścia z tej małej stacyjki schowanej prawie na końcu świata. Wolnym krokiem ruszył w stronę schroniska odległego o kilka kilometrów. Idąc wolno rozpamiętywał wydarzenia ostatnich dni, tego pośpiechu, w którym żył, pędził do przodu w poszukiwaniu........... już sam nie bardzo wiedział, czego.
Ścieżka, którą podążał wiła się miedzy pagórkami, porosłymi pięknymi jodłami, było tak cicho, ptaki jakby nie chcąc mu przeszkadzać w rozmyślaniach zamilkły, tylko jeszcze zachodzące słonce muskało delikatnie swymi promykami jego twarz. Po dłuższej chwili dostrzegł czerwony dach schroniska, otoczonego drzewami.

To tam miał odzyskać spokój, równowagę, nabrać sił. Kiedy jednak zbliżał się do zabudowań do jego uszu dobiegł gwar rozmów, śmiech, nawoływania było to trochę dziwne o tej porze roku w tym miejscu, ale bardzo szybko dostrzegł grupkę młodzieży tej samej, która pokrzykiwała na peronie dworca. Niestety nadzieja na ciszę i spokój prysła w jednej chwili, wiedział już, że tego tutaj nie znajdzie,
ale przecież mógł spacerować po okolicy, co dawało szanse na oderwanie się od tego zgiełku.
Wszedł do środka gdzie czekał na niego rezerwowany wcześniej pokój, o dziwo z dala od zakwaterowanej młodzieży a i ta zachowywała się nad wyraz spokojnie. Okno wychodziło na podwórze okolone wysokimi drzewami, była to oaza spokoju, wejście było z drugiej strony. Na środku stała studnia z pompą ręczną, wokół niej małe zabudowania drewutni,
stodoła i inne budynki gospodarcze o przeznaczeniu, których nie miał pojęcia.
Panował tu rzadko spotykany w takich miejscach ład i porządek otulony półmrokiem wieczoru.

Spojrzał na góry spowite delikatną mgiełką unosząca się majestatycznie nad wierzchołkami drzew. Ten widok wprowadził go w stan zadumy, refleksji, dopiero teraz dotarło do niego, jaki ten świat jest piękny, kiedy potrafimy się zatrzymać oderwać od codzienności.

Z tej ciszy wyrwały go głosy wybiegającej na podwórze grupki młodzieży brutalnie przerywając tę chwilę zadumy, wszyscy biegli w stronę studni stojącej na środku podwórka. Któryś z chłopców zaczął pompować wodę a reszta w pośpiechu brała udział w rytuale wieczornej toalety. Tak szybko jak się pojawili również plac wokół studni opustoszał,
zapadła cisza. Po chwili jednak do jego uszu dobiegł ściszony głos dziewcząt, one również podeszły do studni.

Ciekawie wyjrzał przez okno i jego oczom ukazał się widok kilku dziewcząt, które próbowały się umyć w tych surowych, spartańskich warunkach.
Obserwując troszkę zabawne sytuacje pod studnia nagle jego wzrok zatrzymał się na jednej postaci. Była odwrócona tyłem, nie widział jej twarzy, na którą spływały majestatycznie długie włosy przy każdym najmniejszym ruchu, zresztą było już dość ciemno, ale zarys postaci był dobrze widoczny. Pochylała się wolno nad pompą próbując się umyć.
Jego uwagę zwrócił strój dziewczyny, długie jensy krzyk ostatniej mody, jasno niebieska bluzka i znacznie ciemniejszy pulower stanowiły tak gustownie dobrany komplet ze nie potrafił oderwać od niej wzroku. Proste włosy spadające na ramiona, co jakiś czas odrzucała do tyłu a robiła to z takim wdziękiem, gracją.

Nagle wyprostowała się i mógł dostrzec jej zgrabna figurę, była piękna i równie pięknym delikatnym krokiem jakby unoszona ponad ziemią odeszła w stronę schroniska. On jednak dalej stał w oknie swojego pokoju, patrząc na studnie oczyma wyobraźni widział ją nadal, nadal na nią patrzył. Zapadł mrok wszystko ucichło
i z oddali tylko w otwartym oknie słychać było odgłosy dobiegające z wioski położonej w dole zbocza.
Na niebie pojawił się księżyc zaglądając ukradkiem do wnętrza pokoju.
Długo leżał nie mogąc zasnąć, myślał o tym, co widział przy studni, marzył, aby ja poznać. Wreszcie zasnął.

Świt poranka, blask słońca wyrwał go brutalnie z głębokiego snu, tak dobrze nie spał już od dawna. Przez uchylone okno do pokoju zaglądały promienie wschodzącego nad wzgórzami słońca delikatnie uśmiechając się do niego. Budził się piękny dzień. Patrząc w lustro uśmiechnął się do siebie, też po raz pierwszy od bardzo dawna.
Zapomniał już, jaka to frajda, jak miło rano uśmiechnąć się do siebie. Stojąc tak usłyszał gwar gdzieś w dole, domyślił się, że to młodzi ludzi biegną do studni, z nadzieją podszedł szybko do okna wypatrywał znajomej postaci, ale na próżno nie było jej wód krzątających się wokół. Smutny trochę usiadł na łóżku, przeglądną powoli jeszcze raz wczorajsza gazetę.

Wiedział już ze to, co zostawił za sobą tu w tym miejscu nie ma znaczenia, wydaje się takie obojętne, nierealne, nieważne. Po śniadaniu postanowił korzystając z pięknego słońca wybrać się na spacer po okolicy, jeden ze znajomych opowiadał kiedyś o łatwym szlaku prowadzącym do małej chatki pasterskiej w zacisznym zakątku schowanym miedzy wzgórzami.

Postanowił sprawdzić opowieści znajomego. Rzeczywiście łatwo odnalazł ścieżkę prowadzącą skrajem łąki wijąca się miedzy połaciami lasu na okolicznych wzgórzach. Po około godzinie wolnego marszu dotarł do krawędzi wzgórza, z którego dostrzegł małą zagubioną dolinę a pośrodku niej skromny szałas pasterski, rzeczywiście było to bardzo cicho a malownicze wzgórza wokół stwarzały niepowtarzalny klimat,
dostrzegł też ścieżkę prowadzącą do zabudowań, ruszył wolno schodząc w dół. Okalające dolinę wzgórza wyglądały jeszcze piękniej, usiadł na ławeczce przed chatą i podziwiał uroki natury, kiedy nagle nie wiadomo skąd na polance pojawiła się grupka młodzieży, zaskoczony tym faktem otworzył szeroko przymrużone przed słońcem oczy
i.... z wrażenia nie potrafił powiedzieć żadnego słowa. Tuż przed nim stała zgrabna postać dziewczyny.

W blasku słońca wyglądała pięknie, długie włosy spływały po policzkach na ramiona, usta wypełniał ciepły, serdeczny uśmiech i oczy takich oczu nie widział jeszcze, były piękne.

Do jego uszu dobiegł ciepły przyjemny głos, którym powitała go stojąca przed nim postać. Prosiła o pomoc w otwarciu kilku puszek konserw na drugie śniadanie, to było tak niesamowite, że nie bardzo wiedział, co ma zrobić, jak się zachować, co powiedzieć. Dopiero po chwili milczenia wolno nieśmiało podniósł się z ławki i pozwolił poprowadzić do siedzących opodal na kocu koleżanek.
Równie majestatycznie z wielkim namaszczeniem pomógł przygotować posiłek, na który zresztą od samego początku był zapraszany. Wydawało mu się, że znajduje się w jakieś bajce a to wszystko nie może być prawda, to jest zbyt piękne, aby mogło być realne, prawdziwe. Rozmawiali o wszystkim po trochu, ale jego oczy cały czas były wpatrzone w ta niesamowicie piękną dziewczynę.

Godzina minęła bardzo szybko i nadszedł czas rozstania, długo wpatrywał się w odchodzące ścieżka dziewczyny, został sam, znów wróciła na polankę cisza i ten błogi nastrój.

Wrócił wolnym krokiem do schroniska wspominając to niesamowite spotkanie, na jego ustach pojawiał się delikatny uśmiech na wspomnienie tego wydarzenia. Późnym popołudniem, tuż po spóźnionym obiedzie usiadł na ławce przed schroniskiem, ciepłe słonce muskało jego twarz, przymknął oczy. Po chwili bardziej poczuł niż usłyszał, że obok na ławce ktoś usiadł, otworzył oczy, to była ona jak zwykle piękna i pogodna.
Długo rozmawiali tak jakby znali się od zawsze. Późnym wieczorem dopiero udało im się rozejść do pokoi. Następnego dnia wydarzenia się powtórzyły, ławeczka, rozmowy. Trzeciego jednak zbliżał się termin odjazdu, nadszedł czas powrotu do rzeczywistości. Tuż po obiedzie mieli się przegnać i było to piękne pożegnanie dwojga ludzi bardzo bliskich sobie, wymieniali adresy, zapewniali o wzajemnej pamięci.
Wieczorem po powrocie do pokoju chciał się spakować, aby rankiem nie tracić czasu i wyruszyć bardzo wcześnie, obiecał znajomemu, że odwiedzi jego ciotkę w sąsiedniej miejscowości, a chciał przecież zdążyć na powrotny pociąg odchodzący późnym popołudniem z małej stacyjki. Leżąc długo wpatrywał się w sufit szukając tam, swoich myśli, marzeń,
próbował wyobrazić sobie jak by to było gdyby ich drogi zeszły się gdzieś w innym czasie, innym miejscu.
W końcu wędrując wśród marzeń zasnął. Następny dzień minął bez większych niespodzianek, odnalazł krewna znajomego, u której spędził kilka godzin opowiadając o swojej pracy, znajomych, wielkim świecie.
Po obiedzie ruszył w stronę stacyjki, bardzo pustej cichej, do odjazdu zostało jeszcze trochę czasu wiec próbował wodząc wzrokiem po wzgórzach odtworzyć w pamięci wydarzenia ostatnich dni. Wreszcie pociąg wtoczył się na stacyjkę, po wejściu do przedziału zajął jak zwykle miejsce przy oknie, lubił patrzeć na mijane w czasie podróży okolice.
Pociąg ruszył i za oknem przesuwały się kolejne wioski, lasy, wzgórza, było piękne popołudnie tylko gdzieś daleko nad szczytami gór pojawiły się niewielkie chmurki.

Na następnej stacji już z daleka zobaczył tłum podróżnych tłoczący się na peronie.

Kiedy pociąg się zatrzymał do pustego do tej pory przedziału wbiegli młodzi ludzie? Gwar rozmów i hałas odwrócił na chwile jego uwagę od drobnej postaci, która zajęła miejsce obok niego.

Kiedy odwrócił głowę w jej stronę omal nie zemdlał, tuż obok tak bliziutko siedziała piękna długowłosa dziewczyna jakże znajoma? Tak, to właśnie ona wraz z cała grupa wsiadała na tej stacyjce. To spotkanie było tak nieprawdopodobne, że przez dłuższą chwile siedzieli w milczeniu wpatrzeni w siebie, kiedy ujął jej dłoń poczuł ciepło, ciepło, jakiego nigdy wcześniej nie było mu dane zaznać, to było takie cudowne.

Nagle cały ten gwar, zgiełk przedziału przestał istnieć, była tylko ona, taka piękna, taka jego. Całą drogę rozmawiali uśmiechając się do siebie. Te kilkanaście godzin w pociągu minęło tak szybko, było takie krótkie a może nie, może trwało bardzo długo, bo czymże jest czas, kiedy spotyka się dwoje ludzi, których los przeznaczył dla siebie. Kiedy dotarli do celu podróży wysiedli z pociągu, trzymając się za ręce odeszli peronem.

Nikt ich już więcej nie widział, chociaż patrząc na nich można powiedzieć kończąc te opowieść, że na pewno żyli długo i szczęśliwie. Czy tak właśnie było????? Tego nie wie nikt i nikt się nie dowie, to wiedzą tylko oni.




mari...



Powrót