Bliskość ukochanego

Gdy słońca blask nad morza lśni głębiną,
Myślę o tobie, miły.
Wzywałam cię, gdy księżyc niebem płynął
I zdroje się srebrzyły.

Widzę cię tam, gdzie skraj dalekiej drogi
Szarym zasnuty pyłem,
A nocą gdzieś wędrowiec drży ubogi
Na ścieżynie zawiłej.

Słyszę twój głoś w szumie spienionej fali
Bijącej o wybrzeże
Lub w cichy gaj przychodzę słuchać dali
W zamierającym szmerze.

I wtedy wiem, że jesteś przy mnie, blisko,
Choć oddal cię ukryła -
Przygasa dzień, wnet gwiazdy mi zabłysną
O, gdybym z tobą była!



Do oddalonej

A więc naprawdę już odeszłaś?
Zniknęłaś, piękna, z moich dni?
Twe każde słowo we mnie mieszka,
Wciąż jeszcze w uszach moich brzmi.

I jak wędrowiec wzrok o świcie
Na próżno w przestwór nieba śle,
Skowronka ujrzeć chcąc w błękicie,
Co z dzwonną pieśnią nad nim mknie:

Tak ja lękliwe oczy wznoszę
Na pola, łąki, borów gąszcz
I każdą pieśnią moją proszę:
O, wróć, kochana, czekam wciąż!




Kochająca pisze

Widzieć, jak na mnie patrzysz, i w twe oczy patrzeć,
Na ustach poczuć twoich ust pocałowanie -
Która już tego szczęścia doznała - czyż dla niej
Mogą być teraz inne radości bogatsze?

Z dala od Ciebie, obca dla swoich - kołacze
Jedno wciąż moich myśli pasmo nieprzerwane
I zawsze ta godzina przyjdzie niespodzianie -
ta jedna, i pierś zadrga, i wybuchnę płaczem!

Lecz po chwili wysycha już łza. Szepczą wargi:
Przecież on kocha, przecież nawet w tym momencie
Sięga jego myśl ku mnie, jak moja ku niemu...

O, usłysz szept daleki tej miłosnej skargi!
Ty wiesz: moje największe i jedyne szczęście
To twa przychylność dla mnie. Daj znak sercu! Przemów...




List zakochanej

Jedno spojrzenie, miły, twoich oczu
I na mych ustach jeden pocałunek -
Czyż może znaleźć upojniejszy trunek,
Kto choć raz w życiu tę słodycz ich poczuł?

Z dala od Ciebie żyjąc na uboczu
Tobie poświęcam mą myśl i frasunek;
Serce potrąca wciąż tę samą strunę
Jedną, jedyną... i łzy płyną z oczy.

Po licu spływa łza i zaraz wysycha;
Kocha mnie - myślę - więc czemuż w tę miłość
Mam nie uwierzyć, choć taka daleka?

O, usłysz skargę mych miłosnych wzdychań!
Twa wola moim szczęściem - i mą siłą -
Daj znak, na który me serce tak czeka.



Powitanie i rozłąka

Już do niej czas! Więc noga w strzemię!
Poleciał koń mój lotem strzał.
Wieczorny wiatr kołysał ziemię,
Zawisła noc na szczytach skał;
Już wypiętrzony w błękit siny,
Stał olbrzym - dąb w spowiciu mgły
I patrzył czarno spod gęstwiny
Tysiącem oczu pomrok zły.

Miesiąc wyjrzawszy zza pagórka
Przyświecał tęskno w wonnych mgłach,
Wiatr, szeleszczący w lekkie piórka,
Nawiewał w uszy dziwny strach;
Noc wyłoniła swe bojaźnie,
Przy drodze mej czyhają, tkwią -
Lecz dobrze mi, wesoło, raźnie
I w żyłach ogień płynie z krwią!

Przy tobiem był. Z twych ócz lazuru
Wszechzapomnienia piłem zdrój;
I wszystko w nas było do wtóru,
I każdem tchnieniem byłem Twój.
Wiosennej jutrzni pierwsze groty
Różowe padły Ci na twarz.
Od wymarzonej w snach pieszczoty
Przecudowniejszy uścisk nasz!

Lecz oto słońce już nas płoszy,
Uciekać mi potrzeba w dal:
W uścisku twym tyle rokoszy!
W spojrzeniu twoim jaki żal!
Nie żegnaj mnie tym wzrokiem szklanym,
Odchodzącemu uśmiech daj.
Co to za szczęście być kochanym!
I kochać, Boże, co za raj!



Wtóry list zakochanej

I czemuż znowu list piszę w udręce?
Nie pytaj, miły, jaka w tym przyczyna,
Bo cóż ci powiem, nieszczęsna dziewczyna...
Ach, wiem, że tych kart dotkną twoje ręce.

Gdym sama, w dali - niech list przypomina,
Że w moim sercu płoną najgoręcej
Zachwyty, smutki, nadzieje dziewczęce.
To się nie kończy - ani nie zaczyna.

I cóż ci powiem? Że o twych ramionach
W snach i marzeniach, i w myśli, i w mowie
Me wierne serce roi potajemnie...

Tak kiedyś stałam w ciebie zapatrzona,
Nie rzekłszy słowa... Cóż rzecz miałam - powiedz -
Gdy cała istność spełniła się we mnie.



Wyznanie

Co trudno ukryć? Ogień, wierzę,
Bowiem za dnia go zdradzi dym,
A w nocy płomień, dzikie zwierzę.
Lecz trudno ukryć na równi z nim
Miłość. Najgłębiej choć ukryta,
Każdy ją z oczu wyczyta.



Piękna noc

Porzuciłem chatki ściany,
Gdzie najmilsza moja mieszka:
Las tu ciemny, mgłą owiany,
Tłumi krok zarosła ścieżka.
Księżyc patrzy poprzez chmurę,
Zefir mu podaje skrzydła,
Brzozy przesyłają w górę
Najwonniejsze doń kadzidła.

Jak rozkosznie teraz czuję
Chłód, co zmysły me ożywia,
Jak ta cicha noc czaruje
I mą duszę uszczęśliwia.
Lecz oddałbym, mogę przysiąc,
Choćby to groziło zgubą,
Takich pięknych nocy tysiąc
Za noc jedną z moją lubą.




Pozdrowienie kwiatami

Kwiatami, które uszczknąłem,
Pozdrowień przyjmij tysiące!
Ach! ileż razy sie zgiąłem,
Gdy je zbierałem na łące,
I do serca przycisnąłem
Nie raz, a razy tysiące!




"Do Lotty"

Nieraz wśród wrzawy przeróżnych radości,
Albo gdy serce troska się czy trwoży,
Wspominamy cię, Lotto, w godzinie czułości,
Jak o cichej przedwieczornej zorzy
Wyciągnęłaś do nas dłoń życzliwie
I na niwie, co w zieleni tonie,
Na przyrody malowniczym łonie
Ukazałaś, jak lekki ślad płonie
Twojej duszy kochanej prawdziwie.


Rad jestem, że cię właściwie przejrzałem.
Że zaraz w pierwszym porywie poznania,
Wcielając w słowo serdeczne doznania,
Dobrym naprawdę dzieckiem cię nazwałem.


Wychowywanych w spokoju i ciszy
Niesie nas w świat, daleko, bez pamięci,
Wokół nas tysiąc fal się kołysze,
Coś martwi, cieszy, a wszystko nęci
Nowością, i z godziny na godzinę
Waha się niespokojnie myśl skrzydlata;
Odczuwamy, a gdyśmy odczuli głębinę,
Porywa ją jaskrawy zamęt świata.


Tak jest, nadzieje różne się plotą
I ból niejeden w sercach nam się kłębi.
Któż poznał myśli nasze, Lotto?
Kto nasze serca poznał do głębi?
Chciałoby serce moje dniem i nocą
Przepływać we współczucie drugiego stworzenia
I ufnie rozkoszować się z podwójną mocą
Źródłem wszelkiej radości, wszelkiego cierpienia.


A oko szuka wkoło daremnie,
Wszystko zamknięte w jego podróży,
Najpiękniejsza część życia roztrwania się we mnie
Bez spokoju i bez burzy.
I na twoje utrapienie wieczne,
Co niegdyś pociągało, dziś odpycha ludzi.
Czy żywić można uczucia serdeczne
Do świata, który łudzi,
I widząc twe radości, niepokoje,
W obojętności trwa zakamieniałej.
Patrz, duch się cofa do skorupy swojej,
Serce zamyka się zbolałe.


Od pierwszej chwili moje przykułaś spojrzenie -
Krzyknąłem: "Tyś jest godna miłości, o miła!"
Błagałem niebo dla cię o błogosławienie,
Które dzisiaj na twoją przyjaciółkę zsyła.




Błoga tęsknota

Tylko mędrcom mówcie o tem,
Bo tłum wzgardzi w zaślepieniu:
Żywych sławić chcę tęsknotę
Za spalaniem się w płomieniu.

Wśród miłosnych nocy chłodu,
Stwarzający i stworzony,
Czujesz nagle serce z lodu,
W cichej świecy krąg wpatrzony.

Już cię więcej noc nie skrywa
Pośród mroków swoich cienia,
Znów pragnienie cię porywa
Wiznioślejszego zaślubienia.

Niczym tobie wszelka przestrzeń,
Lecisz - i znów w pętach tylu,
Aż spragniony światła, wreszcie
Tutaj spalasz się, motylu.

Póki tego nie posiędziesz:
Zgiń i znów się przemień!
Tylko smutnym gościem będziesz
Na tej ciemnej ziemi.




Nowa miłość nowe życie

Serce, serce, skąd to bicie?
I co znaczą troski twe?
I to nowe, obce życie?
Ja dziś nie poznaję cię.
Gdzieś podziało, coś kochało,
Gdzie to, co cię zasmucało,
Gdzie swoboda, żywość twa?
Co to wszystko znaczyć ma?

Czy cię olśnił kwiat jej lica,
Czy powabna kibić ta
I czarowna ta źrenica,
W której odblask niebo ma?
Bo chociaż się jej wyrzekam,
Choć ją mijam, choć uciekam -
Skądem uciekł, wracam tam,
I co począć, nie wiem sam.

I na tej to pajęczynie,
Która się tak wątłą zda,
Udało się tej dziewczynie,
Że mnie w swojej mocy ma;
Że jak w czarodziejskim kole
Mimochcąc jej pełnię wolę.
Żeby tak odmienić się!
Luba, luba, puszczaj mnie!
Przełożył
Józef Dionizy Minasowicz





Szczęście rozłąki

Pij swe szczęście jak dzień długi
Z oczu miłej jak ze strugi,
Skryj je pod powieką!
Szczęście móc ją kochać zawsze,
Ale szczęście najłaskawsze,
Gdy miła daleko.

Czas i przestrzeń, wieczne moce,
Niebo, rozgwieżdżone noce
Krew uspokajają.
Puls i tętno łagodniejsze,
Uderzenia serca lżejsze
Szczęście powiększają.

Choć na jawie śnię z zachwytu,
To nie tracę apetytu,
Mam pogodę ducha.
Bo najmniejsza, bywa, złuda
Z mej miłości robi cuda,
A żądza jej słucha.

Przyciągane ziemskim słońcem
Biegnie serce me gorące
Pośród chmurek lekkich.
Ku słodyczy, ku radości!
Bez lęku i bez zazdrości
Kocham ją na wieki!

Przełożył
Zbigniew Bieńkowski





Choćby w tysiącu kształtów

Choćby w tysiącu kształtów utajoną,
Najukochańsza, zawsze poznam ciebie,
Za czarodziejską ukryta zasłoną,
O wszechobecna, zawsze poznam ciebie.

Po najsmuklejszej cyprysa urodzie,
Najpiękniej rosła, zaraz poznam ciebie,
W kanału wartkiej, kryształowej wodzie,
Najpieszczotliwsza, dobrze poznam ciebie.

Gdy się fontanna rozbiega w promieniach,
Najfiglarniejsza, wesół poznam ciebie.
Gdy chmura kształt swój formując się zmienia,
Najbardziej zmienna, w niej ja poznam ciebie.

Po ukwieconej twego szala łące,
Najbardziej gwiezdna, w pięknie poznam ciebie.
Gdy seler pręży swoich rąk tysiące,
Wszechmiłująca, po tym poznam ciebie.

Gdy się zapala w górach świtu zorza,
Najradośniejsza, zaraz witam ciebie.
Kiedy nade mną wysokie przestworza,
Najpogodniejsza, wtedy wdycham ciebie.

Com poznał duszy i ciała zmysłami,
O najmądrzejsza, poznałem przez ciebie.
Gdy zwę Ałłaha stoma imionami,
W każdym pobrzmiewa imię też dla ciebie.

Przełożył
Stanisław Jerzy Lec





Gdzież są twe oczy, co na mnie

Gdzież są twe oczy, co na mnie patrzyły,
Usta jedyne, co mnie całowały?
Gdzież biódr wysmukłość, gdzie krągłości ciała.
Stworzone chyba dla rajskich rozkoszy?
Czyś ty istniała? Więc któż ciebie spłoszył?
O tak, tyś była, boś mi szczęście dała,
Potem, niewierna, uciekłaś, kochanko,
I moje życie na zawsześ splątała.

Przełożyła
Wanda Markowska






Do pani Marii Szymanowskiej

Namiętność męką! Któż da, by ucichło
To serce, które strat swych już nie zliczy?
Kędyż godziny, co zbiegły tak rychło?
Próżno czar kwitnął największej słodyczy!
Mrok w duszy, źródło natchnienia zmącono,
Świat wzruszeń świętych okrył się zasłoną.

Lecz oto skądeś powstaje muzyka,
Dźwięki splatając w tonów miliony;
Całą istotę ludzką wskroś przenika,
Aż duch jej wiecznym pięknem napełniony.
Łza wilży oko, a duszy żywiołem
Niebiańskie dobro dźwięków i łez społem.

I czuje serce z ulgą niespodzianą,
Że jeszcze bije, chce bić, by w ofierze
Za przeobfitą łaskę otrzymaną
Samo się oddać ochotnie i szczerze.
I w dziękczynieniu błogim się odsłania
Podwójne szczęście: dźwięków i kochania!

Przełożyła
Alina Świderska





Małgorzata przy kołowrotku

Gdzież mój spokój,
Serce moje?
Już cię nigdy
Nie ukoję.

Bez miłego
Świat jest grobem,
Ach, bez niego
Żyć nie mogę.

Moja głowa,
Biedna głowa,
Poplątane
Myśli, słowa.

Gdzież mój spokój,
Serce moje?
Już cię nigdy
Nie ukoję.

Za nim patrzę
Przez okienko,
Za nim z izby
Biegnę prędko.

Jego postać
Tak wspaniała,
Ust i oczu
Piękność śmiała,

Jego słów
Czarowny strumień,
Uścisk rąk
I - pocałunek!

Gdzież mój spokój,
Serce moje?
Już cię nigdy
Nie ukoję.

Pierś ku niemu
Rwie się wciąż,
Ach, gdybym mogła
W ramiona go wziąć

I tak całować,
Jak bardzo chcę
I zacałować
Choćby na śmierć!

Przełożył
Krzysztof Lipiński





Pójdź miła, spowij zawojem

Pójdź mila, spowij zawojem me skronie!
Turban z twej ręki - bardzo piękny zgoła.
I nawet Abbas na Iranu tronie
Nie mógł subtelniej spowić swego czoła.

Turbanem była wstęga, która splotem
Ze skroni Aleksandra opadała -
Dla wszystkich, którzy panowali potem,
Klejnot królewski, ozdoba wspaniała.

Wspaniały turban zdobi skroń cesarza,
Zwą to koroną - o nazwanie mniejsza!
Klejnot i perła - zachwytem obdarza,
Lecz muślin to ozdoba najpiękniejsza.

Czystym, srebrzystym muślinem, kochana,
Czoło mi spowij dobrym, czułym gestem!
Czymże cesarska wysokość tak znana?!
Spójrz tylko - zaraz jak on wielki jestem.

Przełożył
Leopold Lewin





Twoim oczom być posłusznym

Twoim oczom być posłusznym,
Twoim ustom, twojej piersi,
Twoim głosem pieścić uszy
Było treścią mojej pierwszej,

A wczoraj, ach! - i ostatniej
Szczęśliwości. Zgasł ten ogień,
Co cieszyło - dziś mnie rani,
Ciążąc jak dług nazbyt drogi.

Dopóki nie raczy Allah
Przywieść nas do pojednania,
Słońce, księżyc, ziemia cała
To sposobność do płakania.

Przełożył
Julian Przyboś





Skryte

Gdy miła oczkami strzela,
Wszyscy przystają w podziwie,
A ja wśród nich, co to znaczy,
Jestem wiedzący prawdziwie.

A znaczy: Jego miłuję,
Nie innych, nie byle kogo,
Więc wy, dziwiąc się i tęskniąc,
Idźcie sobie swoją drogą.

Owszem, niezwykła jest władza
Patrzącej wokół dziewczyny:
Lecz ona jemu obwieszcza
Słodycz najbliższej godziny.

Przełożył
Robert Stiller





Pierwsza strata

Ach, któż mi wróci owe dni świetlane,
Owe dni pierwszej miłości,
Kto mi choć jedną godzinę przywróci
Tamtych uroczych dni!

Samotny błądzę, sycąc swoją ranę,
W rytm jednej skargi serce wciąż się smuci,
O niepowrotnie zbiegłym szczęściu śni.

Ach, któż mi wróci tamte dni świetlane,
Tamte urocze dni!

Przełożył
Gabriel Karski





Pieśń majowa

Jakże, naturo,
Lśnisz - urodziwa.
Jak błyszczy słońce,
Śmieje się niwa.

Pękają pąki
Kwiatem w gałązkach,
Tysiące głosów
W gęstwinie kląska.

Rozkosz i radość,
Serce gorące -
O szczęście, szczęście,
Ziemio i słońce.

Miłości miła.
Jak złote pióra,
Jak ranny obłok
Płyniesz po górach.

Błogosławieństwem
Spływasz w zagony -
Świat wonią kwiatów
Oszołomiony.

Kocham cię, miła,
Kocham, wiosenna -
Czytam w twych oczach,
Żeś mi wzajemna.

Tak skowroneczek
W pieśni swej tonie,
A kwiaty piją
Niebieskie wonie,

Jak ja cię kocham
Serca pożarem,
Ciebie, co młodość,
Radość i wiarę

Dajesz mej pieśni,
Że w lot się zrywa.
O, za tę miłość
Bądź mi szczęśliwa.

Przełożył
Włodzimierz Lewik





Skoro Zulejka twoje nazwanie

Skoro Zulejka twoje nazwanie,
I ja też muszę mieć imię.
Pragniesz pochwalić mnie, kochanie.
Będzie mi Hatem na imię.
Nie pycha w mojej powstała głowie,
Że imię to mnie należy:
Kto się rycerzem Jerzego zowie,
Ten jeszcze nie święty Jerzy.
Hatemem Thai nie mogę zostać -
Zbyt skąpe na to mam grosze,
Hatema Zagraj jak przybrać postać,
Którego życiem - rozkosze?
Lecz nie zawadzi onej pary
W żywej mieć zawsze pamięci;
Brać i rozdawać szczęścia dary -
Błogosławione to chęci.
Gdy się cieszymy sobą wzajem,
Życie wydaje się rajem.

Przełożył
Leopold Lewin





Dobrze znam spojrzenia mężczyzn

Dobrze znam spojrzenia mężczyzn;
Jeden mówi: "Kocham, cierpię
I pożądam, i rozpaczam."
Moc tych słówek zna dziewczyna.
Wszystko to mi nie pomoże,
Wszystko to mnie nie porusza.
Ale Hatem! Twe spojrzenia
Darzą dzień dopiero blaskiem,
Mówiąc: "Ty mi się podobasz
Tak jak dotąd nikt na świecie.
Widzę róże, widzę lilie,
Parków dumę i ozdobę,
Mirt i fiołki, i cyprysy,
Wszystko, co upiększa ziemię;
Wystrojona jest jak cudo,
Aż ogarnia nas zdziwienie,
Rzeźwi, leczy, błogosławi,
Że czujemy się już zdrowi,
Jakże chętni znów chorować."
Wtem ujrzałeś ją, Zulejkę,
I już zdrowyś, znów chorując,
I już choryś, znów zdrowiejąc.
I uśmiechasz się do świata
Tak jak nigdy. A Zulejka
Wie, co twe spojrzenia wiecznie
Mówią: "Ty mi się podobasz
Tak jak dotąd nikt na świecie."

Przełożył
Stanisław Jerzy Lec





Do Liny

Jeśli dotrze, ukochanie,
Do rąk twoich ta pieśń łzawa,
Siądź przy tamtym fortepianie,
Gdzie twój wierny druh rad stawał.
Najpierw strunom każ rozbrzmiewać,
Nim wzrok pierwsze słowa spotka...
Masz nie czytać, tylko śpiewać,
Gdyż o tobie każda strofka.
Słowa druku, czerń na bieli,
Jawnym smutkiem są owiane.
One głos twój rozanielą...
Sercu mogą zadać ranę.

Przełożył
Tadeusz Chróścielewski





Sonety
II
Przyjazne spotkanie


Drogą szarą i stromą, co wśród skał się wiła,
Idę, przestronnym płaszczem po szyję okryty,
Na łąki, niespokojny i smutkiem przybity -
Pchała mnie do ucieczki tajemnicza siła.

Naraz jakby się nowa jasność objawiła:
Dziewczyna idzie ścieżką, spoziera w błękity,
Piękna jak owe lube i wdzięczne kobiety
Z kraju poezji. Moją tęsknotę zgasiła.

Otuliwszy się szczelniej, bo dreszcz przebiegł ciało,
Odwróciłem się. Widząc, że stracić ją mogę,
Że oddala się gniewna, jakby zawiedziona -

Jednak pobiegłem za nią. I dobrze się stało!
Że mi ciążył nadmiernie, przeto płaszcz na drogę
Zrzuciłem. A dziewczyna padła mi w ramiona.

Przełożył
Leopold Lewin





Sonety
XVII
Szarada


Dwa słowa są, misterne jest ich powiązanie,
Wybieramy je chętnie z innych słów gęstwiny,
Lecz nie możemy dociec prawdziwej przyczyny,
Która im sens nadaje i przelotne trwanie.

W młodym i starym wieku miło niesłychanie
Obydwa sprzęgnąć z sobą zuchwale jak rymy;
Jeśli w imieniu jedno z drugim połączymy,
To wyrazimy przez to lube pożądanie.

Pragnę teraz być u nich w miłosnej estymie,
By zespolone w jedno mnie uszczęśliwiły;
Mam nadzieję, że los mi nagrodę wypłaci:

Że będę je smakował jak wybranki imię,
Że oba w jeden obraz połączą się miły,
Że będą żyły w jednej uroczej postaci.

Przełożył
Leopold Lewin





Trylogia namiętności
I
Do Wertera


Raz jeszcze, cieniu tak opłakiwany,
Na słońca blask ważyłeś się wyjść z mroku:
Spotkałeś mnie, gdy wiosną kwitły łany,
Aleś nie uląkł się mojego wzroku.
I było tak, jak w owym czasie rannym,
Gdy nas na jednym polu orzeźwiała
Rosa, a po dnia znoju nieustannym
Słońca wieczorna zorza zachwycała.
Tobie los odejść rozkazał - mnie istnieć,
Ach! I niewieleś utracił zaiste!

Jak piękne może być życie człowieka:
Dzień go łaskawy, noc ogromna czeka!
Lecz my, dla szczęścia rajskiego zrodzeni,
Ledwie widzimy blask słońca na ziemi,
Bo niespokojne gna nas wciąż dążenie
Walcząc to z nami, to znów z otoczeniem.
Próżno tu zgody szukać i harmonii -
Gdy wokół mrocznie - to radość nam dzwoni,
A gdy jaśnieje świat, w nas smutek drzemie,
I szczęście mija nas niepostrzeżenie.

Zda się nam czasem, że ono jest z nami,
Kobiecy wdzięk i miłość wciąż nas mami.
Młodzieniec wita jak dziecko radośnie
Swą wiosnę życia, sam podobny wiośnie.
Zachwyca się i dziwi, i nie wierzy
Oczom. Zda mu się, że świat doń należy.
Nęci go dal, za ciasno mu jest wszędzie
I żaden mur go nie powstrzyma w pędzie.
Gdzie ptaków klucz nad lasów mknie szczytami,
Wysoko tam on szuka ukochanej.
W eter się wzbija, znów na ziemię sfruwa
I tu jej wzrok na długo go przykuwa.

Nie ostrzeżony na czas, nie pamięta,
Że coś hamuje lot i skrzydła pęta.
Radość powitań rozłąka przesłania,
A gdy nowego doczeka spotkania,
To lata zawrze chwila szczęścia jedna,
Lecz czyha na nią zdradne słowo: "Żegnaj"!

Ty się uśmiechasz czule, przyjacielu,
Strasznym rozstaniem sławny jak niewielu.
Wszyscy tu czcimy twe losy żałosne,
Gdzieś pozostawił nas szczęściu i trosce;
I niezbadany nas wabi, wciąż nowy,
Twych namiętności szlak labiryntowy.

Nas tu cierpienie dręczy nieustannie,
A w końcu czeka śmierć. - Śmierć to rozstanie!
Jak wzruszająco brzmią słowa poety,
By śmierć omijać. Na próżno, niestety!
Wpleciony w koło mąk, niewinny może,
Pozwól, niech ból swój wypowie, o Boże!

II

Elegia

Człowiek w cierpieniu niemy się staje,
Lecz mnie pozwolił Bóg mój ból wysłowić.

Jakież nadzieje zbudzi to spotkanie,
Ów dzień czarowny jak pąk nierozwity?
Niebo i piekło otworem ci stanie,
Bo cierń zwątpienia w twym szczęściu ukryty.
Nie wątpij! U bram nieba stoi Ona,
I lekko cię unosi w swe ramiona.
Otoś rozwarte drzwi raju oglądał,
Godny wieczyście pięknego istnienia.
Nie będziesz więcej tęsknił, cierpiał, żądał,
Najtajniejszego ujrzysz cel dążenia.
Tam patrzeć będziesz na jedyne piękno
I wyschnie źródło łez twoich i tęsknot.





Różnorodne uczucia na jednym miejscu

Dziewczyna


Znienackam go ujrzała!
Na cóż mi to się zdało?
O niebiańskie spojrzenie!
By uniknąć spotkania,
Pełna zażenowania,
Cofnęłam się ze drżeniem.
Ja marzę, ja szaleję!
Wy, skały, i wy, knieje,
Ukryjcie moją radość
I szczęście pod swym cieniem.

Młodzieniec

Tu muszę ją odnaleźć!
Widząc, jak się oddala,
Się za nią me spojrzenie.
Szła mi naprzeciw ona
I nagle zawstydzona
Cofnęła się ze drżeniem.
Czy śnię, czy mam nadzieję?
Wy, skały, i wy, knieje,
Odkryjcie mi najmilszą,
Moje uszczęśliwienie!

Młodzieniec sentymentalny

Skarżę się na pustkowiu
Kośnemu porankowi
Na swe osamotnienie
I z tłumem poróżniony,
Cofam się zasmucony
Na cichą mą pustelnię.
O czuła duszo, przemilcz,
Jak ciężko i jak źle mi,
O zataj swoje szczęście
I wieczne swe cierpienie!

Myśliwy

Dobrego losu władza
Podwójną wynagradza
Zdobyczą myśliwego.
Los - rzetelny służący -
Znosi mi dziś zające
I ptactwa moc wszelkiego.
Mój plon nie byle jaki:
Mam przytroczone ptaki,
Niech żyje więc myśliwy,
Niech żyje szczęście jego!

Przełożył
Włodzimierz Słobodnik





Pogrążenie

Jakież kędziory na tej głowie!
A gdy w bujności tej z ostrożna
Pełnymi dłońmi błądzić można.
Czuję, jak mnie przenika zdrowie.
Całuję czoło, brwi, wargi mej pani
I rzeźwi mnie to i znów rani.
Gdzie zabrnął grzebień pięciozęby?
Znów topię go w kędziorów kłęby.
Ucho igraszek też nie wzbrania,
Ni z ciała, ni ze skóry, śmiesznie
Kruche i skore do kochania.
Jako je moja dłoń niespiesznie
Przegarnia, tak i wieczność całą
We włosach będzie się błąkało.
Hafizie! to, co tobie nie nowina,
Dla nas od nowa się zaczyna.

Przełożył
Robert Stiller





Wieczorna pieśń myśliwego

Z nabitą strzelbą, cicho, dziko
Skradam się polem, w cieniu.
Tam w dali twoja postać tylko
Tak jasna we wspomnieniu.

Wędrujesz oto cicho, lekko
Miłą doliną wspomnień;
Ach, czy pod twoją trwa powieką
Mój obraz? Myślisz o mnie?

O mężu, który świat przemierzył
I wzdłuż, i wszerz w rozterce,
Gdy nie mógł tobie, to powierzył
Polom - niechętne serce.

Jest mi, gdy tylko wspomnę ciebie,
Jak gdyby księżyc wzeszedł.
Spokój na cichym lśniący niebie
Spływa ku mej pocieszę.

Przełożył
Julian Przyboś





Do H*** Wezwanie do Neapolu

(Naśladowanie z Goethego)

Znasz-li ten kraj,
gdzie cytryna dojrzewa,
Pomarańcz blask
majowe złoci drzewa?
Gdzie wieńcem bluszcz
ruiny dawne stroi,
Gdzie buja laur
i cyprys cicho stoi?
Znasz-li ten kraj?
Ach, tam, o moja miła!
Tam był mi raj,
pókiś ty ze mną była!
Znasz-li ten gmach,
gdzie wielkich sto podwoi,
Gdzie kolumn rząd
i tłum posągów stoi?
A wszystkie mnie
witają twarzą białą:
Pielgrzymie nasz,
ach, co się z tobą stało!
Znasz-li ten kraj?
Ach, tam, o moja miła!
Tam był mi raj,
pókiś ty ze mną była!
Znasz-li ten brzeg,
gdzie po skalistych górach
Strudzony muł
swej drogi szuka w chmurach?
Gdzie w głębi jam
płomieniem wrą opoki,
A z wierzchu skał
w kaskadach grzmią potoki?
Znasz-li ten kraj?
Ach, tu, o moja miła!
Tu byłby raj,
gdybyś ty ze mną była!

Neapol, 1829 r.

Przełożył
Adam Mickiewicz





Droga, kiść się chyboce

Droga, kiść się chyboce
Pełna, przyciężka aż!
W łusce z kolców owoce.
Popatrz, przed sobą masz.

Już krągłe, wiszą w ciszy,
Bowiem nie znają się,
Gałązka się kołysze
Cierpliwie, w tę i w tę.

Lecz jeszcze ciągnie soki
W ich wnętrzu rdzawy rdzeń.
Chce oddech wziąć głęboki.
Chce widzieć jasny dzień.

Zielona łuska pęka,
By owoc wypaść mógł.
Tak każda ma piosenka
Upada do twych nóg.

Przełożył
Stanisław Jerzy Lec





Elegie rzymskie

III


Moja najmilsza, nie żałuj, żeś mi tak prędko uległa!
Wierzaj, nie kala cię myśl we mnie zuchwała ni zła.
Różnie działają pociski Amora: z nich jedne li drasną
I zdradziecki ich jad przez lata chorobą jest serc.
Lecz upierzone potężnie, z ostrzem na świeżo zaciętym,
Inne wnikają w sam rdzeń, w lot rozpalają nam krew.
W czasach herosów, gdy bogi, jak i boginie, kochali,
Żądza w spojrzenia szła ślad, rozkosz za żądzą tuż w trop.
Myślisz, że długo bogini nad swą dumała miłością,
Kiedy Idajski jej Gah poznać Anchuza dał czar?
Gdyby Luna zwlekała z ucałowaniem pięknego
Śpiocha, Aurory by w lot zazdrość zbudziła go z snu.
Hero ujrzała Leandra w rozgłośne święto i rączo
Kochający w noc fal rzucił się, trawion przez żar.
Rea Sylwia, książęca dziewica, kroczyła do Tybru,
Wody zaczerpnąć chcąc zeń, wtedy pochwycił ją bóg.
Takim sobie sposobem Mars spłodził synów. - Bliźnięta
Karmi wilczyca i Rzym świata monarchą się zwie.

Przełożył
Leopold Staff





Elegie rzymskie

V

Teraz radośnie się czuję na ziemi klasycznej natchniony,
Głośniej, czarowniej mi brzmi z dawnym współczesny mój świat.
Słucham tu danej mi rady, pisarzy świata starego
Skrzętnie przerzuca ma dłoń, nowy wciąż czerpię z nich czar.
Ale całymi nocami inaczej zatrudnia mnie Amor;
Choć więc uczony na pół, szczęsny podwójnie jam jest.
Czyż się zresztą nie uczę, gdy badam łona miłego
Piękne kształty i w dół dłoń swą przesuwam wzdłuż biódr?
Wtedy dopiero rozumiem marmury; myśl porównywa,
Widzi czujący mój wzrok, czuje widząca ma dłoń.
Chociaż najmilsza niejedną godzinę dnia mi zrabuje,
Za to gadziny swe w noc daje, by spłacić mi dług.
Wszak nie całuje się ciągle, gwarzy się również rozsądnie:
Gdy opadnie ją sen, leżę i myśli mam tłum.
Często już także w objęciach najmilszej tworzyłem poezje
I heksametru jam rytm, znacząc palcami ich takt,
Na jej plecach wyliczał cichutko. W śnie słodkim oddycha,
A gorących jej tchnień ogień przepala mi pierś.
Amor lampę objaśnia tymczasem i myśli o czasach,
Gdy triumwirom swym on równą usługę tę niósł.

Przełożył
Leopold Staff




Epigramaty weneckie

101


Patrz jak mi szyja nabrzmiewa, rzecze z trwogą ma miła.
Próżny, dziecię, twój lęk - słuchaj dobrze mych słów:
Wenus dotknęła cię dłonią, jakby ci chciała pokazać,
Że twój boski dziś kształt rychło doczeka się zmian.
Wnet zmarnieje twa smukłość, prężne piersi zwiotczeją,
Wszystko obrzęknie - a szat zniknie uroda i szyk.
Nie martw się! Kwiat, który więdnie - to sygnał dla ogrodnika,
Że słodki czeka go plon w złocie jesiennych dni.

Przełożył
Włodzimierz Lewik





Epigramaty weneckie

102


Jakże rozkosznie swą miłą trzymać w żądnych ramionach,
Kiedy serca jej rytm miłość ci zdradza i szał.
Jednak ileż rozkoszniej słuchać, jak budzi się w łonie
Żywy, rodzący się ruch, jak gdyby pukał do wrót,
Jakich skoków próbuje, jak niecierpliwym paluszkiem
Puka i stuka puk-puk! - rychło otwórzcie mi drzwi!
Czekaj, jeszcze dni kilka. Na wszystkich ścieżkach żywota
Hory wiodą twój krok, jak im nakazał los.
Niech ci się zdarzy, co zechce, miły, rosnący młodzianku!
Miłość poczęła cię, w niej rośnij, mój miły, i żyj.

Przełożył
Włodzimierz Lewik





Kto pożegnaniem Pięknej

Kto pożegnaniem Pięknej wstrząśnięty,
Niech z odwróconym ucieka wzrokiem!
Gdy patrzy w twarz jej, ogniem przejęty,
Wabi go ona, ach, wiecznym urokiem.

Nie pytaj Słodkiej, nim rzucisz próg jej,
Kto z nas odchodzi? Gdy męka żywa
Chwyta cię spazmem, leżysz u nóg jej,
Zwątpienie serce twoje przeszywa.

A gdy, choć oczy twe płacz przesłania,
Widzisz ją we łzach oddalających,
Zostań! Czas jeszcze! Ku tobie skłania
Gwiazdę najstalszą noc kochających.

Weź ją w ramiona; czujcie po przerwie
Stratę i powrót, każde oddzielnie.
Jeśli was nowy grom nie rozerwie,
Pierś się do piersi przyciśnie szczelniej.

Kto pożegnaniem Pięknej wstrząśnięty,
Niech z odwróconym ucieka wzrokiem!
Gdy patrzy w twarz jej, ogniem przejęty,
Wabi go ona, ach, wiecznym urokiem.

Przełożył
Mieczysław Jastrun





Książka do czytania

Najdziwniejsza z wszystkich ksiąg
To księga miłości.
Z uwagą ją przeczytałem:
Mało stronic szczęścia,
Całe karty cierpienia,
Jeden rozdział to rozstanie,
Powitanie to maleńki fragmencik.
Tomy zmartwień i kłopotów,
Długie okresy wyjaśnień
Bez końca, bez końca.

O Niżami! A tyś jednak
Odnalazł był słuszną drogę,
Któż bo zwiąże niezwiązalne?
Kochankowie znów złączeni.

Przełożyła
Wanda Markowska


small


divider