Co chcesz nam powiedzieć Panie?


Gdzie leży słuszność?
Któż to raczy wiedzieć?
Wielu woła, że po ich stronie
Słuszność się znajduje
Lecz któż, tak naprawdę
Boga w sercu czuje?
Veryfikator



Pod budynkiem ministerstwa gospodarki znowu było niespokojnie. Grupy ludzi podchodziły z różnych stron niosąc transparenty. Wypisano na nich różne hasła, ale najczęściej mowa w nich była o tym, że pikietujący żądają pracy i chleba.
Józef stanął naprzeciw kordonu odzianych w ochraniacze i hełmy policjantów zasłaniających się pleksiglasowymi tarczami.
- To na mnie i na moich kolegów - pomyślał.
Trudno mu było pojąć dlaczego ci, często młodzi ludzie, stali naprzeciw niego skoro on, najnormalniej w świecie walczy o przetrwanie swojej rodziny. Tak ciężko jest związać koniec z końcem... I jeszcze to! Rząd wycofał się z zamówień na broń, stawiając jego firmę na progu bankructwa.
Rozejrzał się dookoła. Wszędzie wyczuwalne było narastające napięcie. Widział, że policjant stojący naprzeciw niego jest bardzo młody.
- Ciekawe ile ma lat? Pewnie jest w wieku mojego Jarka.

Józef pracował w przemyśle zbrojeniowym od początku. Był świetnym fachowcem. Można by rzec, że był niezastąpiony. Choć wydawało się, że do konstrukcji karabinka automatycznego AK-47 nie można już wnieść żadnych ulepszeń, on był autorem kilku kluczowych wniosków racjonalizatorskich, które poprawiły funkcjonalność tej doskonałej broni. Nie było to bez znaczenia dla zwiększenia skuteczności tego oręża. Nagle to miało przestać mieć jakiekolwiek znaczenie? Nie! On i jego koledzy na to nie pozwolą!!!
Tego dnia nikt nie spacerował po ulicach. Było naprawdę gorąco. Na policję posypał się grad kamieni, butelek z benzyną... Funkcjonariusze też nie byli dłużni. Użyto gumowych kul. Byli ranni. Jednemu dziennikarzowi zbłąkana kula wybiła oko...

Kilkanaście miesięcy później okazało się, że Jarek, syn Józefa, wyjedzie na misję stabilizacyjną do Iraku. Zgłosił się na ochotnika. Obawa o bezpieczeństwo syna stała się bardziej wyraźna niż kiedykolwiek indziej...

Józef, jak zawsze wieczorem, zasiadł przed telewizorem, by obejrzeć doniesienia z Iraku. Może zobaczy syna? Informacje wypowiedziane przez spikera zmroziły jego serce. Właśnie doniesiono o tym, że w potyczce z ekstremistami islamskimi poległo dwóch żołnierzy z jednostki, w której służył Jarek. Czteroosobowy patrol wpadł w zasadzkę na drodze. Dwaj pozostali przy życiu żołnierze odnieśli jedynie lekkie obrażenia.
Nad ranem do drzwi zapukał oficer w stopniu podpułkownika. Towarzyszył mu drugi mężczyzna w ubraniu cywilnym. Gdy Józef ich zobaczył zrozumiał, że Jarka spotkało coś złego...

Kilkanaście minut później mężczyźni wyszli z domu Józefa. Idąc do samochodu rozmawiali ze sobą.
- Wie pan co jest największą tragedią tego człowieka? - zapytał pułkownik swojego towarzysza.
- To, że stracił syna. To przecież oczywiste - odpowiedział tamten.
- To prawda, ale jest jeszcze jedna strona tego medalu. Równie tragiczna jak sądzę...
- Co takiego?
- Grupa pościgowa ujęła sprawców tego zamachu natychmiast po zajściu. Okazało się, że nasi ludzie zginęli z broni wyprodukowanej w zakładzie, w którym on pracował... Ale ja tego mu nie powiem.

Zbigniew Żbikowski