Fala

Zbigniew Żbikowski

"Jesteś! I tylko to się liczy!
A kim jesteś to ja już wiem.
Jesteś! I nie ważne czy duży czy mały,
bo ja znam Twoją wielkość.
Jesteś kimś wyjątkowym!
Jesteś... "
Alicja Bujnowska



Dagmara szła do szkoły. Uśmiechnęła się do swojej mamy, której twarz zobaczyła w wyobraźni. Ta trzynastoletnia dziewczyna była bardzo przywiązana do matki. Z pewnością ją bardzo ją kochała. Liczyła się z jej zdaniem, choć często próbowała nakłonić ją do ustępstw - taka próba sprawdzenia, na jak wiele może sobie pozwolić. Wczoraj na przykład wróciła do domu pół godziny po wyznaczonym czasie. Oczywiście musiała się wytłumaczyć, co nie było takie proste. Można powiedzieć, że chyba się jej to nie udało, bo mama nałożyła szlaban na wyjścia z domu do końca tygodnia. Dagmara jednak nie gniewała się na mamę, bo doskonale wiedziała, że mogła sobie darować ten ponadplanowy czas w towarzystwie koleżanek. Chciała jedynie troszkę się podroczyć z mamą. To chyba naturalny odruch każdego młodego człowieka - sprawdzić jak daleko można wyjść poza obowiązujące reguły. Mama Dagmary z pewnością nie była nieprzejednanym tyranem. Kiedyś, w podobnej sytuacji, odbyły dosyć poważną rozmowę na temat przyjaźni.
- Nie możesz naruszać moich nakazów tylko dlatego, że liczysz na to, że Ci to będę zawsze wybaczała - powiedziała mama.
- Ale przecież mnie kochasz.
- Tak, bardzo cię kocham dziecko. Ale pragnę, byś Ty mnie także kochała.
- Ale ja ciebie kocham mamo.
- To dlaczego łamiesz ustalone reguły? Czy nie mówiłam tobie już kiedyś, jak ważne jest dla mnie to, że mogę tobie zaufać?
- Bo ja chciałam... - spuściła oczy.
- Dziecko, dla mnie jesteś największym skarbem jaki mam. Ufam tobie i dlatego pozwalam ci samej wychodzić z domu. Jednak moje zaufanie zostaje nadszarpnięte, gdy nie potrafisz sprostać tak prostej sprawie jak punktualny powrót do domu.
- Mamo, ale ja spóźniłam się tylko kilka minut.
- Dagmarko - mama pogładziła ją po twarzy - te kilka minut to było pół godziny. Prawda?
- Tak.
- Więc jutro może była by to nawet godzina. Dla mnie te pół godziny to czas niepokoju. Troszczę się o ciebie i chcę, byś była bezpieczna. Chciałabym mieć pewność, że nic złego się nie dzieje. To uczucie lęku jest może na wyrost, ale ja nic na to nie mogę poradzić. Bardzo cię kocham córeczko.
- Widzisz - mówiła dalej mama Dagmary - bardzo często żądamy od tych, których kochamy lub od przyjaciół, by nam zawsze ustępowali. Chcemy, by zawsze załatwiali sprawy po naszej myśli. Obrażamy się, gdy oni nie ustępują. Mówimy im, że nie są wobec nas w porządku. Tylko dlaczego sami nie chcemy postawić się na ich miejscu? Dlaczego nie potrafimy zrozumieć, że lepiej by było nie stawiać ich w sytuacji, kiedy muszą oni zachować się wobec nas bez względu na łączące nas relacje. Czy przypadkiem nie powinno być tak, że przynajmniej powinniśmy postarać się ich zrozumieć? Miłość i przyjaźń nie polegają jedynie na braniu. Niczego nie żądajmy od przyjaciela czy ukochanego. My po prostu chciejmy sami z siebie sprawiać, by czuł się on dobrze. Chciejmy, by był szczęśliwy. On niczego nie musi dla nas robić. Więc jeśli się kogoś kocha to nie można go zmuszać do tego, by coś nam od siebie dawał... Na przykład jakieś odstępstwo od obowiązujących reguł, które może go sporo kosztować. Wzajemność w przyjaźni i miłości nie ma wynikać z umowy lecz z naszego szczerego pragnienia. Dlatego następnym razem, gdy będziesz brała pod uwagę ewentualne spóźnienie do domu, postaw się na moim miejscu. Pomyśl co czuję i wtedy podejmij decyzję. Nigdy nie przestanę cię kochać, ale zawsze doświadczysz konsekwencji swojego postępowania.

Dagmara opowiedziała matce podczas tamtej rozmowy o swojej nowej koleżance, która od kilku tygodni jest w jej klasie.
- Postaraj się ją poznać bliżej - powiedziała wtedy mama.
- Ale z niej się wszyscy śmieją.
- I to właśnie sprawia, że możesz zyskać wspaniałą przyjaciółkę na długie lata swojego życia. Nigdy nie pozwól na poniżanie kogoś tylko z tego powodu, że jest inny od pozostałych. Pamiętaj, że inność może być atutem i taki ktoś kiedyś może wybić się ponad przeciętność. Wtedy, jak fala rozejdzie się w świecie zazdrość, że ta osoba jest twoim przyjacielem. I nic tej przyjaźni nie zburzy, bo nie będzie w świecie takiej siły, która podważy wasze zaufanie do siebie. A początek takich przyjaźni najczęściej znajduje się w takich momentach, kiedy to tak po prostu, z potrzeby serca ktoś komuś pomaga. Jest jeszcze coś. Czyniąc dobro innemu człowiekowi sprawiasz, że kiedyś on wpłynie na losy innego człowieka, który będzie w potrzebie. Może przez to uratuje komuś życie? Może sprawi, że ktoś wartościowy przetrwa trudne chwile w swoim życiu. Nie wiemy przecież tego, co się wydarzy w przyszłości. I dlatego ofiaruj przyjaźń ludziom, którzy tego potrzebują, bo w ten sposób wywołasz dobrą falę. I nawet, gdy będzie się tobie wydawało, że nic w życiu nie dokonałaś, to w wielkiej księdze życia sprawiedliwa ręka wystawi tobie odpowiednie świadectwo. Może twoja koleżanka urodzi kiedyś wspaniałe dziecko, które odmieni losy świata? A gdyby zachorowała...?

Mariola była dziewczynką, która nie miała w klasie żadnych przyjaciółek. Inne dzieci bardzo jej dokuczały z powodu tego, że była tęga i bardzo, jak na swój wiek, wysoka. Widać było, że bardzo z tego powodu cierpi. Nikt przecież by nie lubił, jakby wszyscy dookoła nazywali go słoniem. A dla młodej dziewczyny to istna tragedia. Niemal cały czas miała w oczach łzy. Dagmara mając w pamięci rozmowę z mamą postawiła się na miejscu dziewczynki. Dzięki temu zapragnęła poznać ją bliżej. Dziewczyny zaprzyjaźniły się. Mariola w towarzystwie Dagmary stała się wesoła i rozpromieniona. Dagmara zauważyła, że Mariola zaraz po zjedzeniu obiadu biega do toalety. Pewnego razu chciała towarzyszyć koleżance i pobiegła za nią. I zobaczyła, że Mariola zmusza się do wymiotów.
- Nie rób tego - powiedziała Dagmara.
- Dlaczego?
- Bo to nie jest zdrowe.
- A to, że jestem gruba jest zdrowe?
- No i co z tego? Moja mama mówi, że to może minąć jak dojrzejesz.
- Ale ja nie chcę być gruba! - Zniecierpliwiła się Mariola.
- Wiem, ale ja lubię ciebie taką jaka jesteś. Nie chcę, byś zachorowała! Słyszysz?

Dagmara wróciła po szkole poszła prosto do domu. Nie chciała złamać zakazu wychodzenia z domu, na który przecież zasłużyła. Po otwarciu drzwi zastała matkę, która uśmiechnęła się na jej widok.
- Dzień dobry Dagmarko - matka ucałowała ją czule.
- Cześć mamo - udawała trochę rozgniewaną za to, że dostała od mamy karę.
- Wiesz kogo spotkałam dzisiaj w pracy?
- Kogo?
- Mamę Marioli...
- Tak? I co mówiła?
- A tak! Mówiła... Mówiła. Opowiedziała mi o tym, jak bardzo duże kłopoty miała z Mariolą. Powiedziała o tym jak psychologowie nie potrafili jej pomóc, aby córka nie zamartwiała się swoim wyglądem. Było tak od co najmniej dwóch lat. Mama Marioli straciła już nadzieję. Bardzo się bała, że Mariola nie wytrzyma i że stanie się coś złego. I wiesz co jeszcze powiedziała?
- Nie - dziewczyna stała z otwartą buzią i wzrokiem wlepionym w matkę.
- Że jej córka od pewnego czasu chodzi uśmiechnięta i że zjada posiłki. Powiedziała, że Mariola chętnie chodzi do szkoły, co wcześniej się nie zdarzało. I dlatego chcąc tobie podziękować kupiła dwa bilety do kina na Shrek'a. Z kim pójdziesz moja duża, mądra dziewczyno?
- Hura! Z Mariolą! - podskoczyła radośnie Dagmara.
- Jestem z ciebie taka dumna! - wzięła córkę w ramiona i mocno uścisnęła.
- Oj, mama - powiedziała Dagmara, chcąc ukryć swoją radość.
- Widzisz kochanie, nigdy nie wiesz kiedy i w jaki sposób wpływasz na losy innych ludzi. Czy z tego zdajesz sobie sprawę, czy też nie wywołujesz w świecie falę i kiedyś obiegnie ona całą Ziemię. Staraj się wytwarzać fale dobra, przyjaźni i miłości. Resztę zostaw Bogu.



Powrót              Mądrość mściciela